poniedziałek, 5 grudnia 2016

Klub Matek Swatek

Wreszcie znalazłam chwilunię na przeczytanie kolejnej książki. Potrzebowałam czegoś lekkiego i przyjemnego, żeby odetchnąć od codziennego pędu. Wybrałam kolejną książkę Ewy Stec. Poprzednio bardzo mi się podobała. Jej recenzja tutaj.

Tym razem bohaterkami jest kilka starszych pań, które bardzo chcą, żeby każdy młody człowiek miał swój miłosny happy end. Za wszelką cenę. Ale książka nie jest nudną i prostką historyjką miłosną. Liczba bohaterów i wątków może przyprawić o ból głowy. Jest oczywiście również wątek kryminalny. Ba, szpiegowski. W dodatku międzynarodowy!!! Myślę, że z tej książki byłby świetny film.

Główni bohaterowie to wspomniane już starsze panie, prowadzące agencję Klub Matek Swatek, Alicja- urocza barmanka, która potrafi zaskoczyć i przystojny jak anioł Igor, a mniej anielskim uosobieniu. Są też adoratorzy, kochankowie, współlokatorzy, arystokraci i tajni agenci. Ci ostatni, głównie emerytowani, ale to im wcale nie przeszkadza w tym, żeby nieźle namieszać :)

Książka szybciutko wciąga i ciężko się od niej oderwać. Trzyma w napięciu do ostatniej strony. I naprawdę, ciężko przewidzieć, kto kogo oszukuje, podchodzi i co z tego wyniknie.

Jednym słowem- polecam!

To dopiero moja książka numer 19, ale co tam. Ważne, że w ogóle znajduję czas na czytanie :)

Książka ma 2,7 cm. I co z tego? Nic, bo do 1,58 cm żadna siłą już do końca roku nie dobiję. Chociaż nadal walczę- w tym tygodniu dwie Bondy na wokandzie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :) Zostało mi 105,8 cm.




sobota, 3 grudnia 2016

Zupa gulaszowa

Zrobiło się zimno i przyszła mi ochota na gorące zupy. Gulaszowa mojej siostry jest idealna. Dlatego w końcu się przełamałam i zrobiłam ją sama. Wyszła przepyszna!






Składniki:
- 500 g wołowiny (ja użyłam łopatki)
- 500 g wieprzowiny ( u mnie znowu łopatka :))
- 1 cebula
- 2 marchewki
- 4-5 ziemniaków
- 3 papryki (ja użyłam czerwonej i dwóch zielonej)
- 1,5 l bulionu ( u mnie z kostki rosołowej przygotowanej samodzielnie...przez siostrę :))
- puszka kukurydzy (kto ile woli. Ja wrzuciłam zawartość dużej puszki, siostra wrzuca małą)
-  por
- tubka pasty do gulaszu
- łyżeczka słodkiej papryki
- pół łyżeczki ostrej papryki
-pieprz, sól, listek laurowy


Mięso myjemy, kroimy w kostkę i wrzucamy do bulionu. Gotujemy. Ja kroję najpierw wołowinę, potem dorzucam wieprzowinę. Dorzucam do tego podsmażoną, pokrojoną cebulkę. Gotujemy na małym ogniu przez godzinkę. Ten czas szybko minie, jeśli zabierzemy się za krojenie reszty składników. Wszystko kroimy w kosteczkę, ziemniaki z marchewką, a potem osobno paprykę i por.
Po godzinie do garnka dorzucamy ziemniaki i marchew. Przyprawiamy solą, pieprzem i papryką. Dorzucamy listek laurowy. Po ok.20 minutach dorzucamy pokrojoną paprykę i por.  Po kolejnych 15 minutach dorzucamy kukurydzę i wyciskamy tubkę pasty do gulaszu. Gotujemy jeszcze z 5 minutek i gotowe. Najlepiej smakuje podana z łyżką gęstej śmietany. Mniam!!!

wtorek, 29 listopada 2016

Wianek i sesja

Pisałam Wam, że w związku z brakiem czasu i miejsca na szycie, kombinuję z klejem na gorąco. Głównie naprawiając różne rzeczy w domu na razie, ale mam też sporo bardziej kreatywnych pomysłów.

Moja koleżanka urodziła dwa tygodnie temu śliczną córeczkę, Basieńkę i wiedząc, że zapisałam się na kurs fotografii dziecięcej, poprosiła mnie o małą sesję malutkiej. Długo główkowałam i szukałam inspiracji, żeby nie zrobić tysiąca zdjęć, ani żeby dodatki nie przytłumiły samego maluszka. Pomysł przyszedł w końcu sam, kiedy robiłam zakupy w centru ogrodniczym.Zobaczyłam białe kwiatki z pianki i już wiedziałam, że to będzie sesja w wianku. Początkowo uplotłam wianek, jak z żywych kwiatów. Zrobiłam w nim malutkiej kilka zdjęć, żeby mieć potem porównanie. Ale zrobiłam też drugą wersję- z kwiatkami przyklejonymi do białej tasiemki. I ta wersja jest zdecydowanie lepsza. Trwalsza (druciki od kwiatków łatwo się łamią niestety) i bezpieczniejsza dla maluszka. Pochowałam wszystkie druciki i zawinęłam, żeby Basieńki nic nie pokaleczyło, ale stresik został.

Pochwalę się Wam tylko dwoma zdjęciami kruszynki, bo nie chcę nadwyrężać uprzejmości jej rodziców :)

Zostawiłam sobie kilka luźnych kwiatków i to był dobry pomysł :)





W opasce z przyklejonymi kwiatkami wystąpiła moja własna modelka :)




Niedługo wrócę z nowymi ciuszkami dziecięcymi, bo się okazje szykują. Sesja świąteczna, pierwszy koncert mojej wiolonczelistki, święta. Poza tym tkaniny już zbyt długo kurzą się na półkach :)

sobota, 19 listopada 2016

Remonty i kurs fotografii

Wiecie jak to jest, kiedy człowiekowi do domu wchodzi ekipa budowlano- remontowa i coś robi? Jest radość, bo coś rusza do przodu i będzie ładniej niż dotychczas, wygodniej i w ogóle. A z drugiej strony, taki człowiek kompletnie nie ma gdzie rozłożyć maszyny, czy chociażby komputera....

Ale niedługo coś się na blogu pojawi. Nie szyciowego, bo na jakiś kąt na maszynę muszę jeszcze trochę poczekać, ale odkrywam dzięki temu klej na gorąco :)

Poza tym u mnie nadal czasowe szaleństwo. Zapisałam się na kurs fotografii dziecięcej i nie mam na nic czasu. Ciągle męczę moje dzieciaki goniąc je z aparatem. Potem gdzieś w kącie na kolanach szybkie wybieranie najlepszych zdjęć, wrzucenie na forum kursu (bo na inny kurs niż internetowy czasu nie znalazłam) i ...kolejny rozdział, bo nowe zadania dostaję co 2 dni. Istne szaleństwo! Ale pierwsze efekty już widzę. Pstrykam bardziej świadomie i robię dużo mniej zdjęć, ale lepszej jakości. Poza tym, kurs jest dla mnie o tyle ważny, że wyciągnął mnie z dołka psychicznego. Teraz muszę się tylko zapisać szybko na kolejną część, bo ten kończy się dzień przed rocznicą śmierci taty. Muszę mieć czym sobie zająć głowę jednak...

Kilka zdjęć moich małych modeli. No dobra, dużo zdjęć :)




Zaczytana














A tak wyglądają dzieci matek kochających fotografować :) Złapała ją, jak się chciała pewnego wieczoru zemścić na mnie za ciągłe szpiegowanie :)


środa, 9 listopada 2016

Girlanda dla Zosi

W weekend uszyłam jeszcze girlandę do pokoiku małej Zosi. Taki prezent od serca :)


 

I na razie koniec prezentów, bo moje dzieciaki bardzo głośno dopominają się o szycie dla nich. Zaplanowały mi taką listę uszytków, że chyba do emerytury mam zajęcie :)

poniedziałek, 7 listopada 2016

Czapeczka dla małego króliczka plus wzór (DIY)

Czapeczka jest prezentem dla pewnej kruszynki, która pojawiła się niedawno na świecie. Mam nadzieję, że będzie pasować. Przymiarki były, jak widać na zdjęciach, na lalce. Amelka była potem bardzo zawiedziona, że oddałam jej lalkę bez czapeczki :) Jak się mamusia maleństwa zgodzi, to wrzucę zdjęcia na właścicielce kiedyś.




Ponieważ uważam, że wyszła całkiem fajnie, podzielę się z Wami przepisem na taką tyci czapeczkę. Uszka zajęły mi tak dużo czasu (taki kształt, jak chciałam wyszedł mi dopiero przy piątym podejściu!!!), że bez sensu, żeby ktoś inny też go tyle tracił.

Samą czapeczkę dziergałam białym Kocurkiem, druty 4,5 na żyłce. Dziergałam na okrągło.
Na druty nabrałam 57 oczek (zgodnie z wykonaną próbką, powinno wyjść 38 cm obwodu, czyli tyle, ile ma główka przeciętnego noworodka). Najpierw ściągacz- 3 na prawo, 3 na lewo. Tak przez kilka rzędów. Nie liczyłam :)
Potem przerabiałam jedno oczko na prawo, drugie na lewo itd, a w rzędach powrotnych odwrotnie- tam, gdzie było oczko prawe- przerabiałam na lewo. Tak dziergałam, aż czapeczka osiągnęła wysokość mniej więcej 12 cm. Wtedy zaczęłam przerabiać po dwa oczka razem. Robiłam tak, aż zostało mi tylko kilka oczek, które zakończyłam i zebrałam razem, kończąc czapeczkę. Schowałam nitki i wzięłam się za uszka. Myśląc naiwnie, że połowa roboty za mną....

Uszka:
dziergałam je z czterech części- dwie białe, dwie różowe. Biała to znowu Kocurek, bladoróżowa Kotek. Znowu użyłam drutów 4,5. Innych nie miałam :)

Nabrałam na druty 13 oczek i przerabiałam je przez 11 rzędów, cały czas dziergając tylko oczka prawe. Potem w środku robótki dorzuciłam dwa oczka (przed i po 7. oczku- wkłułam się w 6. i 8. oczko i przerobiłam je po dwa razy)). Kolejny rząd przerobiłam normalnie. W następny znowu dodałam dwa oczka, ale żeby na środku nie zrobiło się zbyt ciasno, a żeby na brzegu nie było brzydkiego "stopnia", dodałam je tym razem do trzeciego oczka i trzeciego od końca. Robótka zrobiła się szersza, a nie ma stopni na brzegach. Może jest na to inny sposób, ale ja robiłam tak :)
Powtarzałam tę czynność jeszcze 2 razy (raz w środku, raz niedaleko brzegów), aż miałam 19 oczek.
Teraz przerobiłam 11 rzędów z 19 oczkami (można więcej, wtedy uszka będą dłuższe). W 12 rzędzie zaczęłam na brzegach redukować oczka- dwa pierwsze i dwa ostatnie przerabiałam razem. W rzędzie powrotnym przerabiałam normalnie, aż zostało mi na drutach 5 oczek. Wtedy nie czekając już na rząd powrotny, przerobiłam dwa pierwsze i dwa ostatnie razem, a w kolejnym rzędzie pozostałe 3 oczka razem i zakończyłam robótkę. Tak jeszcze trzy razy. Potem trzeba zszyć ze sobą części uszek- różowe z białym, przewrócić na prawą stronę, przymarszczyć lekko na górze uszka, przyszyć je do czapeczki i schować nitki.

Tadaaam, gotowe :)
Ja na pewno mam jeszcze przynajmniej jedną do zrobienia- dla lalki :) Dziecko mi się za mądre robi i się dopomina. Eh, może i lepiej, bo się wzięłam znowu do roboty :)

piątek, 4 listopada 2016

Trochę się u mnie zakurzyło....

Znowu na chwilę zniknęłam.



Kupka do połowy gotowych uszytków rośnie. Lista planów spuchła niemiłosiernie. Tylko nastrój jakoś nie dopisywał ostatnio. Ten listopad jakiś taki negatywny. Może teraz się odczaruje troszkę, wraz z nowym dzidziusiem w rodzinie. Ale przede mną jeszcze pierwsza rocznica śmierci taty, więc jestem trochę wybita z rytmu. Mam nadzieję, że potem uda mi się jakoś pozbierać.
 A teraz idę sobie dać kopniaka w tyłek i spadam odkurzyć maszynę. Dzieci ubrań potrzebują, ja torebki, a nowy maluszek prezentu od cioci :)