sobota, 17 czerwca 2017

Nowy blog

    Mimo ciągłego braku czasu, postanowiłam jednak założyć kolejnego bloga i tam wrzucać moje zdjęcia. Jeśli macie ochotę zobaczyć, co do tej pory wrzuciłam, zapraszam :) Tam pewnie będą się częściej pojawiały nowe posty, bo zdjęcia robię codziennie, a z szyciem nadal jestem na bakier. Tym bardziej, że wczoraj zdarłam sobie paznokieć u prawej stopy i na razie odpada raczej deptanie czegokolwiek. Palec boli przeokrutnie, muszę spać z nogą do góry, żeby w ogóle zasnąć :( Nie polecam wchodzenia w drewniane nóżki do mebli. Za to polecam mojego fotobloga :)

                             https://annagasiorowskafotografia.blogspot.com/

Będzie mi bardzo miło, jeśli napiszecie, co sądzicie na jego temat. Dajcie znać, czy chcecie, żebym nadal czasem wrzucała tutaj jakieś zdjęcia. Przed nami wakacje i na pewno będzie więcej sesji plenerowych :)

wtorek, 13 czerwca 2017

Smutniczek

    Moja najmłodsza siostra wyjechała na kilka miesięcy na drugi koniec świata, dwa tygodnie temu. Powoli oswajam się z rzeczywistością, ale nadal się o nią martwię. Długo nie mogłam się pogodzić z jej wyjazdem, ale niestety jest dorosła (całe 19 lat...), więc nic nie mogłam zrobić. No, prawie nic. Bo zrobiłam coś, żeby poprawić jej nastrój, kiedy zrobi jej się smutno i za nami zatęskni. Przygotowałam dla niej awaryjny smutniczek (a dokładniej sztuk 3 ostatecznie).

   Smutniczek to nic innego jak jajeczko po jajku niespodziance, w którym schowałam śmieszne historie i teksty krążące latami po rodzinie. Od najstarszych (jak jeszcze nasz wujek był mały), po te najświeższe. Każdą historyjkę zapisałam na osobnej karteczce (zielonej, bo to kolor nadziei :)), Julka je zrolowała i przewiązała różową nitką (trzeba patrzeć przez różowe okulary w końcu :)). Mam nadzieję, że chociaż trochę pomogę na małe smutki i tęsknoty, które na pewno się pojawią z dala od domu. Oj, to będzie długie kilka miesięcy....

 



środa, 7 czerwca 2017

Lampiony, czyli znowu nic nie uszyłam :) 7/52/2017

  No niestety, nadal nie dotarłam do maszyny. W sumie dotarłam, ale zszycie dziurawych spodni i poszewki na poduszkę się nie liczy, prawda? Trudno.
   Za to czytam :) Po weekendzie majowym skończyłam Lampiony Bondy. Polecam. Okularnik nie wciągnął mnie tak bardzo i szczerze mówiąc, nie za bardzo miałam ochotę czytać po nim Lampiony. Ale miło mnie zaskoczyły i wciągnęły od pierwszych kilku stron. Bałam się wielu nawiązań do Okularnika i kolejnych opisów tradycji i kultury, ale w Lampionach tego nie ma. Jest za to dużo akcji, zawirowań sercowych i stresu Załuskiej. Dobrze się to czyta. Polecam.
    To moja siódma książka w tym roku, więc nadal jest cienko, ale jestem w połowie kolejnej, więc jest dla mnie jeszcze nadzieja :) Wakacje przed nami. Dam radę :)



   Maszyna już stoi na stole, tkaniny do połowy uporządkowane na nowo, więc jest szansa, że kolejny wpis już będzie szyciowy. Tęsknię za tym, ale nie mogę się przemóc. No takie życie :)

środa, 31 maja 2017

Posumowanie maja- Teraz ja! Kobieta.

       Ekspresem mi maj przeleciał w tym roku. Aż mi się wierzyć nie chce, że już jutro zaczyna się czerwiec. Liczba postów z maja jest żenująca niestety. Poprawię się. Powoli zaczynam się ogarniać życiowo. Przez kilka miesięcy żyłam w jakiejś matni, ale słoneczko świeci, życie zawodowe zaczęło się dobrze układać (tak, tak, niby nie będzie redukcji etatów w związku z reformą....), Melka dostała się do przedszkola, Krzysiu do szkoły muzycznej i nastrój mi się poprawia. Nadal nie umiem ogarnąć niektórych spraw (np. porządku w domu....), ale znowu wierzę, że dam radę.

       W maju zrobiłam dla siebie kilka miłych rzeczy:
- kupowałam sobie duuuuużo krzyżówek, które uwielbiam. Nie ograniczyłam się, jak zwykle do jednego tytułu (moja ukochana Rozrywka), a do trzech. Pełna rozpusta :) W dodatku wszystkie rozwiązała na tyle szybko, że zdążyła wysłać kupon konkursowy. Trzymajcie kciuki!

- kupiłam sobie nowe sandały. Niby nic wielkiego, ale sprawiło mi to przyjemność :)

- zrobiłam sobie wreszcie logo do moich zdjęć. Jest może trochę przesłodzone, ale mi się podoba. A Wam?


Na czerwiec mam dużo planów. Ciekawe, czy uda mi się zrealizować chociaż połowę z nich :) Uciekam sprzątać, póki mi się jeszcze chce :)

sobota, 27 maja 2017

Znowu zastój, ale jest haft

     Oj, nie idzie mi coś szycie ostatnio. Już wyjęłam nawet maszynę i stoi bezczelnie na stole w salonie. Już spisałam listę najpilniejszych uszytków plus milion pozycji na liście zapasowej, A tu jakoś nie mogę się przemóc. I nie wiem  w sumie, dlaczego. Bo chęci są,  czas teoretycznie jest, pomysły są. Tylko ten mały pomocniczek mi życia nie ułatwia. A jakoś nie daję rady ostatnio zarywać nocek. Jednak dobrze gadają, że po 30-tce to już z górki :D Kiedyś mogłam zarywać nockę za nocką i lekko to odczuwałam. Teraz jedną nockę odsypiam tydzień i przez ten czas nie należy wymagać ode mnie zbyt wiele intelektu. Przejechanie 10 km samochodem to wtedy dla mnie wyczyn na marę pokonania maratonu na czworakach. Tyle skupienia! Tyle refleksu!

     Eh, co zrobić. Coraz młodsza nie będę. Może jak Amelka trochę podrośnie i nie będzie już taka wymagająca czasowo, uda mi się więcej. Szkoła muzyczna odwiedzana 4 razy w tygodniu też daje się odczuć. Poza tym z trójką dzieci czas naprawdę się kurczy :) Na razie nie załamuję się (chociaż tyyyyyle miałam uszyć w tym roku, skoro "siedzę" w domu) i działam małymi kroczkami.

     W czasie naszego wyjazdu w Tatry ( o którym więcej Tu i Tu), zdołałam dokończyć haft na worek na chleb. Obym zdążyła go uszyć przed wakacjami :)



czwartek, 18 maja 2017

Teraz ja! Kobieta. Podsumowanie kwietnia.

      Wiem, wiem, połowa maja za nami, ale zapomniałam kompletnie. Na szczęście Eli nie podobała się książka tej samej autorki co mi i jej komentarz mi przypomniał o podsumowaniu :)

      W kwietniu zrobiłam dla siebie to, co powinnam zrobić dawno temu. Uzupełniłam moją szafę o:
- 3 pary jeansów
- płaszcz
- sukienkę
- baleriny

      I nadal nie jest świetnie, bo ciągle nie mam w czym chodzić, ale to już pierwszy krok. Bardzo mi to poprawiło nastrój :)

Kto ma ochotę przyłączyć się do zabawy i zadbać o siebie? Szczegóły u Eli.


Myślę, że Cię kocham- czyli nie dotarłam do końca

     Ba, nie doczytałam nawet do połowy, choć zdarza mi się to niezwykle rzadko. Hm, w sumie może z kilka razy w całym moim życiu. Zazwyczaj daję książkom szansę i czytam do końca. Zazwyczaj mi się podobają po kilkunastu stronach. Tu dotarłam do 179, z ponad 400 i nic.....
    Cóż, książka, która miała być niezwykle zabawna, polecana przez panią z biblioteki jako nowość, okazała się być dla mnie potwornie nudną opowieścią dla nastolatek. Kilka razy oglądałam okładkę ze wszystkich stron i szukałam dopisku, że to literatura młodzieżowa. Nic z tego. Autorka uznała, że dorosła kobieta będzie radośnie chichotać czytając o perypetiach zakochanego w idolu dziewczęcia i jej koleżanek. Cóż...., niekoniecznie.
     Dlatego też nie będę się wgłębiać w samą historię, bo nie wiem jak się rozwinęła. Wiem jednak, że do tej nieszczęsnej 179 strony była dla mnie nudna jak flaki z olejem. Czy jest tu ktoś, kto potrafi mnie jeszcze przekonać do tej autorki?


Tym oto sposobem nie poprawiam swojego wyniku w tegorocznym wyzwaniu 52 :) Żeby to zmienić, po przeczytaniu "Lampionów" Bondy wezmę się chyba za komiksy :)