środa, 8 lutego 2017

Dwie czapeczki

Trochę przestoju mam przez te ferie. Pogoda nie nastraja mnie do czegokolwiek, niestety. Mimo to, udało mi się przedwczoraj dokończyć dwie czapeczki dla moich siostrzeńców. Długo je męczyłam. Za długo. Ale obie mi się podobają :)


Czapusię z białym ściągaczem dziergałam na żyłce, na okrągło. Drugą na drutach prostych i zszywałam. Sama nie wiem, co lepsze. Na okrągło wszystko mi się plątało i szło to dłużej. Za to na drutach prostych musiałam poświęcić trochę czasu na zszycie czapusi. Muszę to szybko przekalkulować, bo teraz  czas na czapkę dla mnie :D

środa, 1 lutego 2017

Lalka Julki

W naszej szkole odbyła się akcja szycia lalek dla UNICEF-u.

 

Moja Julka oczywiście zgłosiła się do uszycia laleczki. Jej wychowawczyni do mnie napisała, że Julka się zgłosiła, ale czasu jest mało (Julka zdecydowała się kilka dni przed końcem akcji), a ona rozumie, że jesteśmy bardzo zabiegani, więc jeśli nie damy rady, mamy się nie przejmować, bo jeszcze kilkoro innych dzieci się zgłosiło. Ale że my nie damy rady? My? Oczywiście, że dałyśmy :) Czas nam się trafił fatalny, bo chorobowy, a jeszcze Julka miała akurat spektakle w teatrze w tym czasie. Ale sprężyłyśmy się. Tatuś zabrał Julkę do teatru, a ja w tym czasie wykroiłam ciałko lalki. Julka po powrocie zszyła ją i wypchała. Jak poszła spać, to ja lalkę zaszyłam. Julka wykleiła jej twarz z filcu, zrobiła włosy, a jak poszła spać, to ja uszyłam sukienkę. 

Jestem bardzo dumna z mojej córeczki. Uszyła ja prawie sama. Gdyby miała więcej czasu, dałaby radę bez mojej pomocy, z pewnością. W dodatku, okazało się, że tylko ona ze swojej kasy przyniosła lalkę. Była z siebie niesamowicie dumna. Ja z niej też, oczywiście. Uważam, że jak na 10-letnie dziecko, lalka wyszła śliczna. 

Lalka to Mona z Madagaskaru :) Zdjęcia niestety robione na bardzo szybko, więc nie oddają uroku laleczki. Włosy jej uciekły do tyłu, ale ułożone leżą ładniej na czole.






sobota, 28 stycznia 2017

Teraz Ja! Kobieta.

 Zapisałam się do zabawy u Eli. Czasem trzeba przez chwilkę pobyć egoistką.



W styczniu zrobiłam dla siebie w sumie dużo. Wykupiłam sobie kolejne dwa kursy fotograficzne i kupiłam sobie nowy obiektyw. Pierwszy raz, odkąd pracuję, wydałam całą trzynastkę tylko na siebie.
Poza ty pilnuję, żeby chociaż raz w tygodniu zrobić coś dla siebie- maseczka, paznokcie, długi prysznic, książka. Jest mi z tym bardzo dobrze :)

Elu, dziękuję za pomysł za zabawę i za poprawienie jakości mojego życia w styczniu :) Już mam plany na luty :D

wtorek, 24 stycznia 2017

Pościel dla Amelki

Ta pościel to trochę mój wyrzut sumienia. Bawełnę w sówki kupiłam w listopadzie 2014 z przeznaczeniem na pościel Amelki. I tak sobie czekała, bo:
- "przecież na razie jest i tak za mała"
-" jest lato, śpi pod lekkim otulaczem"
-" po co? I tak śpi z nami w łóżku."

W Sylwestra postanowiłam sobie (właściwie to już nawet kilka dni wcześniej to we mnie kiełkowało), że ten rok będzie rokiem robienia rzeczy od razu,bez odkładania na później. Pościel była pierwszy uszytkiem 2017 roku :) Jestem dumna, że jak pomyślałam, tak zrobiłam. Oby zapału starczyło mi do końca roku.







sobota, 21 stycznia 2017

Spodenki do spania

Melka nie cierpi swoich piżam. No nie cierpi i już. Zdejmuje je maksymalnie 15 minut po ich założeniu. Nieważne czy są to spodenki czy pajacyk. Zrobiło się zimno i nie chciałam, żeby spała w samym bodziaku. Już i tak sukces, że udało mi się ją przekonać do bodziaków z długim rękawem, ale nóżki w nocy zawsze uciekają spod kołderki i są potem lodowate. Do bodziaka przez jakiś czas dawała sobie założyć spodenki, ale odkryła, że mają w kroku napy i było po ptakach. Rozpinała je, zanim je dobrze jej założyłam. Uszyłam jej więc spodenki bez rozpięcia, za to ze ściągaczem w pasie i na nogawkach. Dzięki temu rozwiązały się dwa kolejne problemy spodenkowe- ciasno w pasie i podwijające się nogawki. Teraz nawet jak się odkryje, nóżki są ciepłe. Stópki to nadal inna bajka :)

Spodenki uszyłam na bazie posiadanych już- wykroiłam z nich pumpy i tyle. Użyłam dzianiny bawełnianej i ściągacza. 20 minut i po robocie. Młoda nie dosyć, że w nich śpi, to nie chce ich rano zdjąć. Jak jej zdejmę, to za chwilkę i tak w nich przybiega :) Muszę uszyć jeszcze kilka sztuk wersji dziennych i zapasowe do spania. Lubię takie szycie z sukcesem :)








Niełatwo zrobić ładne zdjęcie śpiącej dwulatce :)

czwartek, 19 stycznia 2017

Zupki?

Przepisu nie będzie :) Będzie za to książka. Bardzo ciekawa zresztą. "Zupa z ryby fugu", Moniki Szwai. Książka traktuje o sprawach niełatwych, w lekki sposób.



Główni bohaterowie, Anita i Cyprian bardzo pragną dziecka, ale niestety, natura im tego nie ułatwia. Starają się więc o nie na wszelkie możliwe sposoby. Nie zawsze pochwalane przez otoczenie. Nie zawsze zgodne z ich sumieniami. I nie zawsze dające gwarancję sukcesu. Przy okazji, całkiem nieźle mieszają w życiu swojej rodziny i przyjaciół. Perypetie czasem zabawne, a czasem bardzo smutne. Warto sięgnąć po tę książkę, bo bardzo dobrze się ja czyta. Polecam!

W tym roku postanowiłam wziąć udział tylko w jednym wyzwaniu czytelniczym- przeczytam 52 książki w rok. W dodatku, nigdzie tego faktu nie zgłaszam (tylko ogłaszam tutaj, dla siebie i dla Was), bo robię to wyłącznie dla siebie.

Zupka to mój numer 1/52. 

wtorek, 17 stycznia 2017

Nowy rok- nowe porządki

Nowy rok dobrze zacząć w czystym otoczeniu.

Czyste otoczenie to czysty umysł.

W czystym domu żyje się zdrowiej.

Znacie jeszcze jakieś mądrości życiowe, które mnie dzisiaj dobiją?

Od grudnia mam w planie posprzątanie mojego kącika krawieckiego. Niestety, ciągle coś staje mi na przeszkodzie: choroba, święta, urodziny, następne urodziny, znowu choroba, ząbkująca dwulatka z dziąsłami ze stali, nawał sprawdzianów czwartoklasistki, która wymaga wsparcie mamusi, mąż na popołudniówkach, wizyty u lekarzy.... Eh...życie po prostu.

Na dodatek, zaplanowaliśmy wreszcie (po ponad 2 latach mieszkania) wykończyć drugą łazienkę (Jupi, wreszcie znowu będę miała wannę!!!!!), więc wszystkie moje przybory krawieckie, które tam stacjonowały, musiały stamtąd wylecieć. I nie tylko one. Musiałam wystawić też wszystkie moje materiały i przydasie do pracy, które musiałam zabrać ze szkoły na czas mojego urlopu. Rany, ile taka mała łazieneczka może pomieścić. To daje jakąś nadzieję, że w końcu wszystkie kosmetyki znajdą w niej swoje miejsce i zwolnią miejsca tymczasowe. Czyli powinno być też łatwiej sprzątać. Ale póki co, w salonie mam totalny armagedon. Strasznie mnie to dołuje. Znacie to uczucie, kiedy nie wiadomo, w co najpierw włożyć ręce? A tu jeszcze Melka chce być ciągle na rączkach i najlepiej, żebym jej ciągle masowała dziąsełka. Dobrze, że urodzinki Krzysia dopiero po feriach. Może zdążę to gdzieś upchnąć. Wcześniej czeka mnie jednak najgorsze- przegląd.....

Znalazłam w wielu miejscach poupychane stare ubrania "do przerobienia". Żeby było śmieszniej, nie tylko nasze. Rodzina uwielbia mnie obdarowywać starymi jeansami czy spódnicami, bo "szkoda wyrzucić, przecież coś z tego uszyjesz". Od roku konsekwentnie nie przyjmuje nowych porcji, ale nadal mam schowane zapasy. Uzbierało się tego mega dużo. Postanowiłam tym razem nie chować tego głęboko, tylko zostawić na wierzchu w kartonie, jako wyrzut sumienia. I jako mobilizacja do zrobienia czegoś. Ba, wyznaczam sobie termin- do Wielkanocy. Potem reszta wylatuje do śmieci.

Będziecie trzymać kciuki?