Etykiety

Ciuszki dla dzieciaków (133) książki (60) dla niemowlaczka (56) Małe szyjątka (55) czapki (47) Inne (46) Szyjątka dla dzieciaczków (42) Zabawy (39) Na drutach (34) Kulinarne (29) sukienka (24) wyzwanie (22) Candy (21) przebrania (21) spodnie (20) Boże Narodzenie (19) Wielkanoc (19) fotografie (19) dla przedszkolaka (18) wyzwania czytelnicze 2015 (18) metkowiec (17) torby/torebki (17) wyzwanie czytelnicze 2016 (17) Moje przemyślonka (15) Tutki (15) etui (15) poduszki (14) spódnica (14) wyzwanie czyt.2017 (14) 12 czapek w jeden rok (12) BuJo (11) Na szydełku (11) prezenty (11) zakupy (11) bullet journal (10) haft (10) kominy (10) DIY (9) Kiermasz (9) okładki (9) dla lalki (8) do domu (8) domowe sposoby (8) fotografia (8) opaski (8) przepisy (8) torty (8) bajkowe postaci (7) ciasta (7) fartuszki (7) z papieru (7) Moje mieszkanko (6) Teraz Ja! Kobieta (6) kapelusz (6) osłonka na pasy (6) piżamki (6) wymianka (6) Julka szyje (5) bluzka (5) ciastka (5) do auta (5) dom (5) polecam (5) wyzwania czyt.2018 (5) zające (5) Tańce z pędzlem i farbami (4) Tilda (4) króliki (4) maty (4) pojemniki (4) recykling (4) wiosna (4) wyzwanie czyt.2018 (4) kosmetyczki (3) pies (3) piórnik (3) pokrowce (3) worki (3) wyzwania czytelnicze (3) zabawki (3) zakładki do książek (3) zdrowie (3) Walentynki (2) dekoracje (2) girlandy (2) kartki (2) podkładki (2) pomagamy (2) pościel (2) quietbook/książeczka sensoryczna (2) sweterki (2) w moim ogrodzie (2) z drewna (2) fotorekwizyty (1) kalendarz adwentowy (1) kaligrafia (1) lalki (1) tuniki (1)

wtorek, 3 lipca 2018

Nosowska i "Opowieść niewiernej"

   W czerwcu nie miałam wiele czasu na czytanie. Niestety, wrzesień i czerwiec to dwa miesiące, kiedy nauczyciel zapomina jak się nazywa, tyle jest pracy. Nie inaczej było w tym roku. Mimo to, dałam radę przeczytać na koniec miesiąca jeszcze dwie książki. Jedna z nich- Kasi Nosowskiej- to prezent od moich uczniów. Ależ ich rodzice trafili w mój gust :) Pochłonęłam od razu :)

   Ale najpierw przeczytałam "Opowieść niewiernej"- poruszającą do głębi historię kobiety, która pragnie miłości, a w zamian otrzymuje bardzo wiele,.... ale nie miłość. Jej życie wygląda na idealne i poukładane, ale w środku jest w totalnej rozsypce. Ma męża,  mieszkanie, jest budowa pięknego domu, dobra praca, wierna przyjaciółka i pustka w sercu. To wszystko sprawia, że Ewa jest coraz bardziej zagubiona i samotna. A samotność przyciąga innych samotnych. Co z tego wyniknie? Czy mąż prawie-idealny się wreszcie obudzi, czy Ewa znajdzie szczęście u boku kogoś innego? Sprawdźcie sami :)






  A Nosowska to już zupełnie inna bajka. Życiowa, prosto z mostu opowieść o współczesnych ludziach. Krytycznie (autokrytycznie też), bardzo dosadnie i momentami ostro, ale prawdziwie. Dokładnie tak samo widzę świat. Co wcale nie znaczy, że wśród barwnych bohaterów nie znalazłam i siebie :) Gorąco polecam, bo ogromna dawka poczucia humoru ( w moim stylu, zdecydowanie) potrafi poprawić humor nawet w szary dzień.

                                         


To moje pozycje 21 i 22/52/2018. Troszkę ponad pół roku za mną i prawie połowa książek. W wakacje trzeba nabrać powera i podgonić, żeby w tym roku wreszcie się udało :)

niedziela, 1 lipca 2018

Romantyczna sukienka

  Julka wyjechała dzisiaj na swój pierwszy w życiu obóz. Czas najwyższy :) Obóz w cieplarnianych warunkach, bo jedną z opiekunek jest jej szkolna wychowawczyni. W dodatku, jakże przyjemnie, bo to warsztaty artystyczne z nauczycielami szkoły muzycznej (ale nie Julki szkoły) i pojechała z wiolonczelą. Ręka w gipsie podobno wcale nie przeszkadza w graniu :)
 
  Dodatkowo, warsztaty mają temat przewodni- romantyzm i obowiązuje strój w tym stylu. Teoretycznie wystarczyłby Julce słomiany kapelusz, czy kwiecisty szal, ale przecież wiadomo, że nie dla nas takie chodzenie na skróty. Jak strój, to przez wielkie S. I tak chyba wyszło :)

 



I sama sukienka, bez chusty z szafy prababci :) Najbardziej się bałam, że gips nie przejdzie przez rękawek :)







      Tym samym, znowu zostałam "zmuszona" do klapnięcia przed maszyną. I bardzo dobrze, bo to jeszcze nie koniec w te wakacje. Za dwa tygodnie Krzysiu jedzie na kolonię zuchową....w stylu indiańskim :)  A ja już dzisiaj chciwie łypałam okiem na piękne tkaniny, które przecież leżą (i kurzą się) na półce od dwóch lat. Chyba wreszcie nadszedł ich czas. To będą zatem pracowite wakacje. W planie mam też uszycie przynajmniej kilku sukienek dla dziewczynek, specjalnie do sesji fotograficznych. Wreszcie mi się zaczęły moje pasje spinać w całość i jedno motywuje do drugiego :) Kto ciekaw, co mi z tego wychodzi, zapraszam też na drugiego bloga- KLIK.

   A sama sukienka to sukienka komunijna z Burdy 2/ 2012, tylko dodałam do niej rękawek. Z tego wykroju szyłam 2 lata temu sukienkę komunijną dla Julki. Tyko rozmiar ciut większy :)

niedziela, 17 czerwca 2018

Strój kwiatka

    Kochane przedszkole! Dzięki niemu wracam do szycia :) Na Dzień Mamy i Taty dzieci miały być przebrane za kwiatki. Szyłam oczywiście w środku nocy, a spódniczkę rano, dosłownie w 10 minut, ale młoda zachwycona, więc cel osiągnięty.

    Kwiatek miał mieć tylko opaskę na głowę i zieloną sukienkę. Niestety, młoda miała humory i nie chciała za Chiny przymierzyć sukienki aż do dnia imprezy. Oczywiście, okazało się, że jest za krótka i trzeba wymyślić coś innego. Stąd pomysł na spódniczkę z liści, nałożoną na tunikę. Kwiatki na rączki to pomysł samej Amelki. Chwilkę pomyślałam i w 20 minut powstały oba.

   Spódniczka to wycięte liście, naszyte na naciągniętą gumkę, nachodzące lekko na siebie. Opaskę szyłam z kilku wyciętych osobno płatków, które najpierw zszyłam prawa do prawej, a potem zszywałam ze sobą. Na samym końcu przyszyłam je czarnym kordonkiem do gumki, robiąc tym samym środek trochę jak w maku. Opaski na rączki to wzór "korony", prawie dwa razy dłuższy niż sama gumka. Dwie części "korony" zszyłam najpierw ze sobą, a później naszywałam na mocno naciągniętą gumkę, dzięki czemu ładnie się pomarszczyły.









     Szycie stroju wzbudziło we mnie bunt- koniec kurzenia się maszyny w kącie. Od tygodnia stoi na stole w salonie, a ja mam już całkiem sporą listę rzeczy do uszycia. Może się uda i po wakacjach dorobię się wreszcie własnego kąta do szycia :)

niedziela, 10 czerwca 2018

Czerwcowe BuJo

      Tym razem bardzo minimalistycznie, bo czerwiec to gorący okres. I nie tylko ze względu na obecną pogodę. To czas, kiedy nie wiem, w co najpierw włożyć ręce: pisać oceny, robić dyplomy dla uczniów, uzupełniać dziennik, pakować się na wycieczkę, zawozić własne dzieci na zajęcia do muzycznej, siedzieć na koncertach, przepytywać ich przed ostatnimi sprawdzianami w tym roku szkolnym, sprawdzać zeszyty moich uczniów, równocześnie ogarniać dom, kwitnący i owocujący ogród, pilnować rachunków i jeszcze najlepiej zaplanować rodzinne wakacje. Właśnie dlatego codziennie wieczorem padam z nóg. Stres jest chyba gorszy niż fizyczne zmęczenie.
 
     I właśnie dlatego na piękne BuJo zabrakło już czasu, ale kalendarz jest mi niezbędny, więc na kolanie, siedząc na huśtawce pod szkoła muzyczną dosłownie zaznaczyłam tylko czerwcowe tygodnie. Strona tytułowa powstała w czasie weekendu majowego i tylko dlatego jest ładna :) Może lipiec będzie znowu ciekawszy.

    Przy okazji doszłam do wniosku, że nie potrzebuję taki obszernych tygodniówek. W razie czego zawsze mogę dokleić sklerotkę i dopisać, co potrzeba. Ciekawe czy wystarczy mi notesu aż do końca grudnia :) Kolejny czeka już na półce, ale wolałabym go zacząć od stycznia.



niedziela, 20 maja 2018

Królik komunijny

   Tym razem chwalę się córcią. Sama znowu nie mam czasu na maszynę, ale Julka tydzień temu przysiadła i uszyła królika dla naszej sąsiadki, która miała Komunię. Większość uszyła sama, ja tylko trochę pomogłam, żeby zdążyła w tym roku :) To ma po mnie, niestety- plany są ambitne, ale zawsze na ostatnią chwilę. Na szczęście, udało się prezent skończyć przed końcem dnia i dostarczyć Nadii.
Jestem dumna z córci.






środa, 9 maja 2018

Co przeczytałam w pierwszym tygodniu maja

     Było intensywnie, bo taka okazja rzadko się zdarza. Cały tydzień wolnego (a w sumie to nawet 9 dni się nazbierało pod rząd) i wszystkie brakujące części sagi Puzyńskiej pod ręką. No lepszego zbiegu okoliczności (trochę mu pomogłam :)) nie można sobie wyobrazić.

     I tak w czasie tego przedłużonego weekendu łyknęłam jednym tchem:

Więcej czerwieni- mój nr 14/52/2018
Z jednym wyjątkiem- 15/52/2018
Utopce- 16/52/2018
Łaskun- 17/52/2018
Dom czwarty- 18/52/2018
Czarne narcyzy- 19/52/2018
Nora- 20/52/2018






      A co ja się nabiegałam, żeby to wszystko mieć... Dom czwarty i Norę kupiłam w czasie spotkania z autorką w Empiku. W Norze mam autograf :) Z jednym wyjątkiem, Utopce i Czarne Narcyzy wypożyczyłam z jednej biblioteki, a po Łaskun musiałam pojechać do innej, bo ktoś sobie bezczelnie wypożyczył :) Całe szczęście, że mam karty do kilku bibliotek, bo weekend byłby popsuty. To trzeba czytać po kolei.

                            

Przy okazji, chwalę się :)

                               

A kilka dni później na fanpage'u autorki.... :)

                         

      Nie będę Wam tu opisywać każdej części osobno, bo wątek osobisty głównych postaci wije się tu jak wąż i ma tyle zakrętów, że boję się pomieszać kolejność wydarzeń, ale w telegraficznym skrócie: główny bohater Daniel jest komendantem policji w Lipowie, małej miejscowości koło Brodnicy. Kiedyś jego praca była nudna i polegała głównie na poszukiwaniach zaginionych kotów i odprowadzaniu pijaczków do domu. I właśnie wtedy zainterweniowała Katarzyna Puzyńska i tak namieszała biednemu Danielowi w życiu, że hej. Najpierw na jego drodze postawiła rudą piękność, Weronikę. Później, żeby było zabawniej, dodała do tego koleżankę ze szkoły policyjnej, która sprezentowała mu niespodziewanie nastoletniego syna. Dla niejednego faceta to by już było zbyt wiele, ale autorce było jeszcze mało, więc dorzuca mu do współpracy kilka ciekawych osobistości. Na przykład wytatuowaną Klementynę Kopp, która w Utopcach bardzo się pogubi, z tęsknoty za Teresą, swoją zmarłą ukochaną, w Domu czwartym przyjdzie jej się zmierzyć z bolesną przeszłością, a w Czarnych Narcyzach i w Norze odkryje w sobie ciągotki do życia rodzinnego.  Albo komendanta Cybulskiego, który bardzo chciałby być krewnym znanego aktora i tym samym nazwisku, a zamiast tego zostanie porzucony przez żonę ( "Z jednym wyjątkiem") i wplątany w morderstwo ("Czarne narcyzy").  Jest też oczywiście Marek Zaręba, przyjaciel Daniela, którego dawno niewidziany ojciec wplątuje się w dużą aferę w "Norze". A akurat w tej części autorka postanawia uśmiercić aż 10 osób!

      Także, dzieje się, Kochani i jeśli macie dużo czasu na czytanie, albo macie w sobie tyle silnej woli, że potraficie odłożyć dobrą książkę w połowie i wrócić do niej dopiero następnego dnia (ja nie umiem!), to gorąco Wam polecam każdą z tych książek. Najlepiej czyta się je w odpowiedniej kolejności, ze względu na losu stałych bohaterów sagi, ale osobno również będą dobrze smakowały smakoszowi kryminałów.  Szczególnie, jeśli lubicie Camillę Lackberg (przy okazji informuję, że wymawia się to: Lakberi.  Kto by przypuszczał, prawda?). Książki Puzyńskiej są jej sagi bardzo podobne, ale osadzone w polskich realiach. Ja uwielbiam i nie mogę się doczekać kolejnej części.

    Oprócz pięknie podbitej liczby książek, odhaczone 2 kryteria: miejsce w tytule (np. Dom czwarty) i zwierzę (łaskun), a trzy z tytułów spełniają warunek wyzwania Grunt to okładka (jeden wyraz w tytule)- Utopce, Łaskun i Nora.


   To teraz czas skupić się na innych sprawach, zanim chwycę za kolejną książkę. Może tym razem padnie na szycie? Kto wie :)


niedziela, 6 maja 2018

Majowe BuJo

    Niby miałam wolny cały tydzień, ale czas mi przeciekał przez palce jak woda. Głównie za sprawą Katarzyny Puzyńskiej. Zainspirowana spotkaniem z autorką w Empiku, zmierzyłam sobie nawet czas czytania- ok.100 stron na godzinę. Jest moc, więc trzeba było ją w pełni wykorzystać. I w ten oto sposób pozostaje mi teraz dyszeć nad plecami Katarzyny Puzyńskiej, żeby szybko napisała kolejną część :) A może powinnam teraz dla odmiany sama coś napisać?

    Na szczęście, zostało mi jeszcze trochę czasu dla rodziny (było grillowanie, odwiedziny na wsi, kino, wycieczka rowerowa i ZOO) i na zrobienie kalendarza na maj. Niby zaczęłam go zaraz po świętach wielkanocnych, żeby zapomnieć o anginie, która mnie wtedy męczyła, ale dokończyłam go dopiero teraz. Od razu zrobiłam też, na wszelki wypadek połowę czerwca :)






  A w kolejnym poście będzie kryminalne zatrzęsienie :)