piątek, 8 września 2017

Uszyłam coś!!!

Wow, jak człowiek się podnieca każdym mały uszytkiem, kiedy nie ma czasu nawet przyszyć guzika. Ale udało się. Na ostatnia chwilę (ale bez zarywania nocki tym razem!) uszyłam Amelce pościel do przedszkola i worek na pościel. Dziecko zadowolone, matka odetchnęła z ulgą. Niestety, maszyny wczoraj musiały już wrócić na swoją półkę na dole regału, ale podobno mam już odliczać dni (bardziej obstawiam jednak tygodnie) do własnego kąta krawieckiego :) Nie mogę się doczekać i na pewno pochwalę się, jak się urządziłam :) I wtedy mam nadzieję wrócić do szycia w każdym tygodniu.


Poduszka na zakładkę, a poszewka na kołderkę na zamek. Wiem, niewiele widać, ale zdjęcia robione na szybko, bo jednak bardziej chciałam już spać  niż robić ładne zdjęcia :)


niedziela, 27 sierpnia 2017

Wrzesień w moim BuJo

Jeszcze tylko kilka dni i zacznie się wrzesień. Mój BuJo jest gotowy :) Musiałam się wyrobić trochę wcześniej, bo nie wiem, ile czasu będę miała na hobby od września. A tu jeszcze lista szyciowa taka długa czeka, kilka nowych pomysłów na sesje siedzi w głowie, a druty wołają mnie w każde deszczowe popołudnie. I jak ja to pogodzę wszystko z pracą i szoferowaniem dzieciom na pełen etat? :)  Przynajmniej mam gdzie notować swoje obowiązki :)




Tym razem układ tygodnia jest nieco inny. Mam wrażenie, że w poziomie lepiej wykorzystuję stronę. Sprawdzę to :)



A tak zakończy się wrzesień w kalendarzu Julki


Nawet część października sobie zrobiła. To szczegół, że zaczęła od 1.10-poniedziałku, choć to wcale nie wypada w poniedziałek :D Najważniejsze, że woli teraz siedzieć nad swoim BuJo niż z nosem w kompie :)

   

czwartek, 24 sierpnia 2017

Oda do mojego BuJo

      Dziś będzie ambitny wiersz, z przesłaniem...

        Mój Bullet Journal
        Taki zadbany
        Wypracowany
        i...wodą zalany

        Kochajmy dwulatki...



Dobrze, że zdążyłam zrobić kilka nowych zdjęć. Niestety, dzisiaj ich już nie wrzucę, bo nadal ciskam piorunami. Na szczęście dziecię w mig pojęło swój grzech i od razu pognało na drzemkę. Oby spała do wieczora...

wtorek, 22 sierpnia 2017

Sprawa Niny Frank, czyli 13/52/2017

    Teraz już chyba tylko pozostaje mi czekanie ja nową powieść Katarzyny Bondy.  Chyba przeczytałam już wszystko, co napisała do tej pory, oprócz reportaży. I nadal pozostaje przy swoim- wolę Huberta Meyera niż Saszę Załuską. Może chodzi o to, że on jest przystojnym facetem? Nie wiem. Lubię go, mimo jego wad.

    "Sprawa Niny Frank" to pierwsze spotkanie z Hubertem Meyerem (a przeczytałam ja jako ostatnią :)). W małym miasteczku zostaje zamordowana znana aktorka. Podejrzanych jest wielu, pojawia się wiele interesujących wątków, ale policjantom z mieściny ciężko je ze sobą powiązać, dlatego na odsiecz pędzi profiler. Pędzi, bo musi, a nie chce- odgórne polecenie. Niestety, nie pozostanie to dla niego bez konsekwencji osobistych.
     
       Wartka akcja, ciekawie zarysowane postaci i wiele zaplątanych wątków- to jest to, co lubię w książkach :) Polecam z czystym sumieniem.

      Wakacje zbliżają się do końca, a u mnie już powoli brak czasu na czytanie :( Moje szanse na 52 książki znowu są znikome niestety... Ale jeszcze się nie poddaję :)


niedziela, 20 sierpnia 2017

Wciągnęło mnie na dobre :)

   Tak bardzo, że nie mam czasu wyjąć maszyny i czegoś uszyć. Ale spoko, i na to przyjdzie niedługo czas. Tym bardziej, że może za kilka tygodni zyska wreszcie upragniony własny kącik na moje szycie :) Po ponad trzech latach na wygnaniu (czytaj szyciu na stole w kuchni, w salonie, przeganianiu, szukaniu potrzebnych dodatków w dwóch różnych szafkach) będę mogła rozłożyć tkaniny i ich od razu nie chować :) Cudnie będzie!

    A na razie głowę mam zajętą przez BuJo. I nie tylko ja, bo córcia też zapragnęła mieć taki własny kalendarz do szkoły. Trochę jej pomagam, trochę robi sama :) Na razie zrobiłyśmy do końca września. Nie będę robić go na bieżąco co tydzień, bo kalendarz jest mi jednak potrzebny trochę wprzód przy planowaniu wycieczek szkolnych. Planuję zrobić go do listopada włącznie, zanim rozpocznie się wrześniowe szaleństwo. Teraz to mój rytuał do kawy- BuJo i pisaczki. Baaaardzo relaksuje :)

   Mój wygląda na razie tak:

Zrezygnowałam z napisu kalendarz w takiej formie jak planowałam i w sumie żałuję :(











                         











A tak zrobiłyśmy kalendarz Julki. Teraz jest już pokolorowany.










Jak Wam się podobają?  Muszę zrobić jeszcze zdjęcia września. U mnie wygląda ona zupełnie inaczej. W sierpniu można się jeszcze było wyszaleć, ale od września już ciut bardziej formalnie :)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Poniedziałek

Poniedziałek to pierwszy dzień tygodnia, więc trzeba zadbać o to, by był dobry. Bo jaki początek tygodnia,  taki cały tydzień.  Mój na razie jest bardzo dobry. A jak Wasze poniedziałki?  :)


sobota, 5 sierpnia 2017

Bagietki czosnkowe

   Dawno nie było niczego kulinarnego, to pochwalę się dzisiaj moimi dziećmi. Zrobili się bardzo samodzielni w kuchni i uwielbiają kombinować. Ostatnio ciocia dała nam po grillowej wizycie bagietkę na drogę (oprócz innych przysmaków :)). Julka od razu się rozmarzyła "Ale bym sobie zjadła bagietkę czosnkową".  Nie trzeba było je specjalnie zachęcać.

Potrzebne składniki:
- bagietka
- masło
- 2-3 ząbki czosnku
- zioła prowansalskie
-koperek

   Najpierw Julka roztarła kilka wyciśniętych ząbków czosnku z masłem i dodała posiekany koperek i zioła prowansalskie. Potem bagietkę ponacinała i posmarowała masłem czosnkowym. 15 minut zapiekania w piekarniku (w 200 stopniach) i gotowe. Pachniało w całym domu :)


Nawet Amelka wcinała ze smakiem :)




poniedziałek, 31 lipca 2017

Ziarno prawdy, czyli 11/52/2017 i Gniew 12/52/2017

   Całą trylogię Miłoszewskiego łyknęłam w przeciągu tygodnia. Wciągnęłam się od razu i nie mogłam się oderwać. Tak, jak pisałam o pierwszej części, bardzo pasuje mi język autora, połączenie ciężkich tematów morderstw z czarnym, ciężki poczuciem humoru. To zdecydowanie moja bajka. Jedyne, co mi przeszkadza w tych książkach, to zakończenie. Odnoszę wrażenie, jakby go w ogóle nie było. Jakbym miała sobie sama dopowiedzieć, co było dalej. I może nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie poczucie nagłego ucięcia akcji po prostu. Szczególnie w "Gniewie" mnie to... rozgniewało :)

   


  Głównym bohaterem jest nadal prokurator Szacki, nieco zarozumiały, ale bardzo prawy człowiek. Niestety, jego prywatne błędy przekładają się na jego pracę, a problemy w pracy na kolejne kłopoty w relacjach osobistych. Błędne koło. A tu trzeba jeszcze ścigać morderców i wychowywać dziecko.

   W "Ziarnie prawdy" Szacki ściga mordercę znanej działaczki społecznej, która zginęła w dziwnych okolicznościach. Wszyscy wypowiadają się o niej w samych superlatywach, ale jednak komuś podpadła. Kolejni podejrzani....giną, a każdy kolejny trop czy dowód, wydaje się prowadzić do nikąd. W dodatku, nowa szefowa i współpracownicy są według Szackiego dosyć dziwni. Przywykł do innych relacji w wielkim mieście.

    "Gniew" mnie gniewał na prawie każdej stronie. Zachowania Szackiego były według mnie czasami takie absurdalne, że aż bolało. Ale w takich okolicznościach nikt nie wie, jakby się zachował. Tym bardziej, że dopiero zaczął sobie układać życie z kolejną kobietą, w kolejnym mieście. Nowa szefowa (dziwne, że trafia na same kobiety!), dziwny współpracownik i dziwna zbrodnia. Zwłoki, które wyglądają na szkielet z czasu wojny, a okazuje się, że to całkiem świeża sprawa. W dodatku w mieście zaczynają się przytrafiać coraz dziwniejsze rzeczy, a poszkodowani milczą jak zaklęci...

   Polecam, jeśli lubicie powieści kryminalne z wątkiem obyczajowym. A może odwrotnie?   

czwartek, 27 lipca 2017

Mój pierwszy bullet journal

    Długo je tylko oglądałam i podziwiałam w necie, aż w końcu przyszedł czas wyboru kalendarza na nowy rok szkolny i... przepadłam :) Wcale już nie chcę kupnego kalendarza z milionem niepotrzebnych stron, z brakiem potrzebnego miejsca na notatki. Teraz chcę, żeby kalendarz był w 100% mój i użyteczny. I tak oto podjęła decyzję.

    Na początek kupiłam sobie gruby gładki zeszyt. Zrobiłam pierwszą stronę. Pisak przebijał. Skleiłam dwie kartki. Trudno. Zrobiłam kalendarz na 2017. Pisak znowu przebił. Skleiłam kolejne dwie kartki. Drugi kalendarz- tym razem 2018. Inne pisaki. Znowu to samo. Poddałam się.

    Poszperałam, poszukałam i kupiłam inny zeszyt. Twarda oprawa, kropki, grube kartki. Idealnie jeszcze nie jest, bo kropki są zbyt wyraźne, ale damy radę. Nie mogę się doczekać aż zacznę go wypełniać :)