W sobotę odbyły się chrzcinki mojego słodkiego chrześniaka, Wojtusia. Nareszcie jestem matką chrzestną. Strasznie zazdrościłam mojemu mężowi i siostrze, że mają po dwóch chrześniaków, a ja nic. A teraz mam własnego :)
Na chrzcinki potrzebna była szatka. Postanowiłam ją uszyć, zamiast kupować. Wyszło całkiem fajnie. Niestety, nie było niczego ciemnego, co mogłoby posłużyć za tło, więc zdjęcia słabe wyszły.
Krzyżyk z perełek, który ciągle się wykrzywiał...
I w towarzystwie kartki wykonanej dla Wojtusia przez moją przyjaciółkę,
Martę.