Do końca roku coraz mniej czasu, a książek w tym roku przeczytałam tak mało, że płakać się chce. No, ale gdybym miała czas na płakanie, to bym też miała na czytanie :) Jest go niewiele, ale ostatnio odkryłam, że w sumie całkiem dobrze się z tym czuję. Lubię szybkie tempo. Nie ma czasu na wielkie rozważania, tylko na działanie. Poza tym, niedobór czasu zawsze wpływał na mnie mobilizująco. Trzeba się wtedy zebrać w sobie i dobrze zorganizować. A przy nadmiarze czasu z tą organizacją jest u mnie nieco gorzej :)
Już dawno temu przeczytałam "Artystkę wędrowną" Moniki Szwai, tylko znowu czasu na pisanie nie było.
Książka, jak to Szwaja, lekka i przyjemna, choć z szansą na własną refleksję. Miło znać już część bohaterów. Ja się w takim wypadku czuję w książce bardziej jak u siebie. I taka jest właśnie artystka. Ciepła, rodzinna i domowa, ale nie bez odrobiny awantur, flirtów i zawirowań losu. Jak to w życiu. Tym razem autorka skupiła się na śpiewaczce operowej, Adeli i zaprzyjaźniła ją ze znaną już mi Weroniką. Przyznam szczerze, że Weronikę polubiłam dopiero w tej książce. Adelę za to pokochałam od razu. Chyba przez tę muzykę. Bo ja akurat klasyczną uwielbiam, mimo że do opery mi nie po drodze jakoś.
Adela żyje w ciągłych rozjazdach, pomiędzy operami w różnych miastach. Niestety, cierpi na tym jej małżeństwo, bo mężuś wolałby, żeby żonka siedziała w domu i gotowała mu obiadki. Na szczęście jej pani profesor, Katarzyna, zorganizowała jej Weronikę dla towarzystwa. Panie na początku podeszły do tej swatanej przyjaźni dość sceptycznie, ale ostatecznie bardzo się polubiły. Adela zaczęła często odwiedzać Weronikę i zwierzać się jej ze swoich problemów.
Weronika jest z kolei nieco zmęczona opieką nad dzieckiem i zaczyna tęsknić za pracą w telewizji. Co na to jej mąż i roczny synek?
Jeśli dobija Was jesienna pogoda, przeczytajcie koniecznie. Idealna do herbatki z cytryną.
Etykiety
Ciuszki dla dzieciaków
(137)
książki
(69)
dla niemowlaczka
(56)
Małe szyjątka
(55)
czapki
(47)
Inne
(46)
Szyjątka dla dzieciaczków
(44)
Zabawy
(39)
Na drutach
(34)
Kulinarne
(31)
sukienka
(25)
przebrania
(23)
wyzwanie
(22)
Candy
(21)
spodnie
(21)
Boże Narodzenie
(20)
Wielkanoc
(19)
dla przedszkolaka
(19)
fotografie
(19)
BuJo
(18)
wyzwania czytelnicze 2015
(18)
metkowiec
(17)
torby/torebki
(17)
wyzwanie czytelnicze 2016
(17)
bullet journal
(16)
Moje przemyślonka
(15)
Tutki
(15)
etui
(15)
poduszki
(15)
spódnica
(15)
wyzwanie czyt.2017
(14)
12 czapek w jeden rok
(12)
Na szydełku
(11)
prezenty
(11)
zakupy
(11)
DIY
(10)
haft
(10)
kominy
(10)
Kiermasz
(9)
okładki
(9)
przepisy
(9)
dla lalki
(8)
do domu
(8)
domowe sposoby
(8)
fotografia
(8)
opaski
(8)
torty
(8)
bajkowe postaci
(7)
ciasta
(7)
fartuszki
(7)
wyzwania czyt.2018
(7)
z papieru
(7)
Moje mieszkanko
(6)
Teraz Ja! Kobieta
(6)
kapelusz
(6)
osłonka na pasy
(6)
piżamki
(6)
wymianka
(6)
wyzwanie czyt.2019
(6)
Julka szyje
(5)
bluzka
(5)
ciastka
(5)
do auta
(5)
dom
(5)
polecam
(5)
worki
(5)
wyzwanie czyt.2018
(5)
zające
(5)
Tańce z pędzlem i farbami
(4)
Tilda
(4)
króliki
(4)
maty
(4)
pojemniki
(4)
recykling
(4)
wiosna
(4)
kosmetyczki
(3)
pies
(3)
piórnik
(3)
pokrowce
(3)
wyzwania czytelnicze
(3)
zabawki
(3)
zakładki do książek
(3)
zdrowie
(3)
Walentynki
(2)
dekoracje
(2)
girlandy
(2)
kartki
(2)
podkładki
(2)
pomagamy
(2)
pościel
(2)
quietbook/książeczka sensoryczna
(2)
sweterki
(2)
w moim ogrodzie
(2)
z drewna
(2)
fotorekwizyty
(1)
kalendarz adwentowy
(1)
kaligrafia
(1)
lalki
(1)
rekwizyty do sesji foto na drutach uszyte poduszeczki
(1)
tuniki
(1)
niedziela, 29 października 2017
sobota, 7 października 2017
Znowu utknęłam
I znowu utknęłam z robótkami ręcznymi. Już nawet sięgnęłam po włóczkę i druty, zmierzyłam dziecko i...jakoś nie wyszło. Jednak przydałoby się mieć na to trochę czasu. Bardzo mi brakuje tego czasu dla siebie. Może w tym tygodniu wreszcie się uda....
Zapomniałam też o podsumowaniu sierpnia i września w zabawie Eli- Teraz Ja! Kobieta.
W sierpniu dałam się namówić na hybrydę na paznokciach i już przy niej pozostanę na jakiś czas bp jestem zachwycona. Uwielbiam mieć ładnie pomalowane paznokcie, a teraz przez 3 tygodnie nie muszę się o nie zupełnie martwić. Super.
Poza tym od 2. sierpnia przeszłam na dietę i do dzisiaj mam na minusie 7,5 kg. Jeszcze trochę przede mną, ale cieszę się każdy kilogramem i centymetrem :)
A że centymetrów też trochę ubyło, to we wrześniu obkupiłam się trochę ciuchowo. Dawno już zakupy nie sprawiły mi tyle radości. A jaka radocha, że dopiero co kupione spodnie zrobiły się mocno luźne :)
Zapomniałam też o podsumowaniu sierpnia i września w zabawie Eli- Teraz Ja! Kobieta.
W sierpniu dałam się namówić na hybrydę na paznokciach i już przy niej pozostanę na jakiś czas bp jestem zachwycona. Uwielbiam mieć ładnie pomalowane paznokcie, a teraz przez 3 tygodnie nie muszę się o nie zupełnie martwić. Super.
Poza tym od 2. sierpnia przeszłam na dietę i do dzisiaj mam na minusie 7,5 kg. Jeszcze trochę przede mną, ale cieszę się każdy kilogramem i centymetrem :)
A że centymetrów też trochę ubyło, to we wrześniu obkupiłam się trochę ciuchowo. Dawno już zakupy nie sprawiły mi tyle radości. A jaka radocha, że dopiero co kupione spodnie zrobiły się mocno luźne :)

Udało mi się też we wrześniu przeczytać wreszcie dwie książki, ale o tym już w kolejnym poście, bo zasypiam nad klawiaturą :)
piątek, 8 września 2017
Uszyłam coś!!!
Wow, jak człowiek się podnieca każdym mały uszytkiem, kiedy nie ma czasu nawet przyszyć guzika. Ale udało się. Na ostatnia chwilę (ale bez zarywania nocki tym razem!) uszyłam Amelce pościel do przedszkola i worek na pościel. Dziecko zadowolone, matka odetchnęła z ulgą. Niestety, maszyny wczoraj musiały już wrócić na swoją półkę na dole regału, ale podobno mam już odliczać dni (bardziej obstawiam jednak tygodnie) do własnego kąta krawieckiego :) Nie mogę się doczekać i na pewno pochwalę się, jak się urządziłam :) I wtedy mam nadzieję wrócić do szycia w każdym tygodniu.
Poduszka na zakładkę, a poszewka na kołderkę na zamek. Wiem, niewiele widać, ale zdjęcia robione na szybko, bo jednak bardziej chciałam już spać niż robić ładne zdjęcia :)
Poduszka na zakładkę, a poszewka na kołderkę na zamek. Wiem, niewiele widać, ale zdjęcia robione na szybko, bo jednak bardziej chciałam już spać niż robić ładne zdjęcia :)
niedziela, 27 sierpnia 2017
Wrzesień w moim BuJo
Jeszcze tylko kilka dni i zacznie się wrzesień. Mój BuJo jest gotowy :) Musiałam się wyrobić trochę wcześniej, bo nie wiem, ile czasu będę miała na hobby od września. A tu jeszcze lista szyciowa taka długa czeka, kilka nowych pomysłów na sesje siedzi w głowie, a druty wołają mnie w każde deszczowe popołudnie. I jak ja to pogodzę wszystko z pracą i szoferowaniem dzieciom na pełen etat? :) Przynajmniej mam gdzie notować swoje obowiązki :)
Tym razem układ tygodnia jest nieco inny. Mam wrażenie, że w poziomie lepiej wykorzystuję stronę. Sprawdzę to :)
A tak zakończy się wrzesień w kalendarzu Julki
Nawet część października sobie zrobiła. To szczegół, że zaczęła od 1.10-poniedziałku, choć to wcale nie wypada w poniedziałek :D Najważniejsze, że woli teraz siedzieć nad swoim BuJo niż z nosem w kompie :)
Tym razem układ tygodnia jest nieco inny. Mam wrażenie, że w poziomie lepiej wykorzystuję stronę. Sprawdzę to :)
A tak zakończy się wrzesień w kalendarzu Julki
Nawet część października sobie zrobiła. To szczegół, że zaczęła od 1.10-poniedziałku, choć to wcale nie wypada w poniedziałek :D Najważniejsze, że woli teraz siedzieć nad swoim BuJo niż z nosem w kompie :)
czwartek, 24 sierpnia 2017
Oda do mojego BuJo
Dziś będzie ambitny wiersz, z przesłaniem...
Mój Bullet Journal
Taki zadbany
Wypracowany
i...wodą zalany
Kochajmy dwulatki...
Dobrze, że zdążyłam zrobić kilka nowych zdjęć. Niestety, dzisiaj ich już nie wrzucę, bo nadal ciskam piorunami. Na szczęście dziecię w mig pojęło swój grzech i od razu pognało na drzemkę. Oby spała do wieczora...
Mój Bullet Journal
Taki zadbany
Wypracowany
i...wodą zalany
Kochajmy dwulatki...
Dobrze, że zdążyłam zrobić kilka nowych zdjęć. Niestety, dzisiaj ich już nie wrzucę, bo nadal ciskam piorunami. Na szczęście dziecię w mig pojęło swój grzech i od razu pognało na drzemkę. Oby spała do wieczora...
wtorek, 22 sierpnia 2017
Sprawa Niny Frank, czyli 13/52/2017
Teraz już chyba tylko pozostaje mi czekanie ja nową powieść Katarzyny Bondy. Chyba przeczytałam już wszystko, co napisała do tej pory, oprócz reportaży. I nadal pozostaje przy swoim- wolę Huberta Meyera niż Saszę Załuską. Może chodzi o to, że on jest przystojnym facetem? Nie wiem. Lubię go, mimo jego wad.
"Sprawa Niny Frank" to pierwsze spotkanie z Hubertem Meyerem (a przeczytałam ja jako ostatnią :)). W małym miasteczku zostaje zamordowana znana aktorka. Podejrzanych jest wielu, pojawia się wiele interesujących wątków, ale policjantom z mieściny ciężko je ze sobą powiązać, dlatego na odsiecz pędzi profiler. Pędzi, bo musi, a nie chce- odgórne polecenie. Niestety, nie pozostanie to dla niego bez konsekwencji osobistych.
Wartka akcja, ciekawie zarysowane postaci i wiele zaplątanych wątków- to jest to, co lubię w książkach :) Polecam z czystym sumieniem.
Wakacje zbliżają się do końca, a u mnie już powoli brak czasu na czytanie :( Moje szanse na 52 książki znowu są znikome niestety... Ale jeszcze się nie poddaję :)
"Sprawa Niny Frank" to pierwsze spotkanie z Hubertem Meyerem (a przeczytałam ja jako ostatnią :)). W małym miasteczku zostaje zamordowana znana aktorka. Podejrzanych jest wielu, pojawia się wiele interesujących wątków, ale policjantom z mieściny ciężko je ze sobą powiązać, dlatego na odsiecz pędzi profiler. Pędzi, bo musi, a nie chce- odgórne polecenie. Niestety, nie pozostanie to dla niego bez konsekwencji osobistych.
Wartka akcja, ciekawie zarysowane postaci i wiele zaplątanych wątków- to jest to, co lubię w książkach :) Polecam z czystym sumieniem.
Wakacje zbliżają się do końca, a u mnie już powoli brak czasu na czytanie :( Moje szanse na 52 książki znowu są znikome niestety... Ale jeszcze się nie poddaję :)
niedziela, 20 sierpnia 2017
Wciągnęło mnie na dobre :)
Tak bardzo, że nie mam czasu wyjąć maszyny i czegoś uszyć. Ale spoko, i na to przyjdzie niedługo czas. Tym bardziej, że może za kilka tygodni zyska wreszcie upragniony własny kącik na moje szycie :) Po ponad trzech latach na wygnaniu (czytaj szyciu na stole w kuchni, w salonie, przeganianiu, szukaniu potrzebnych dodatków w dwóch różnych szafkach) będę mogła rozłożyć tkaniny i ich od razu nie chować :) Cudnie będzie!
A na razie głowę mam zajętą przez BuJo. I nie tylko ja, bo córcia też zapragnęła mieć taki własny kalendarz do szkoły. Trochę jej pomagam, trochę robi sama :) Na razie zrobiłyśmy do końca września. Nie będę robić go na bieżąco co tydzień, bo kalendarz jest mi jednak potrzebny trochę wprzód przy planowaniu wycieczek szkolnych. Planuję zrobić go do listopada włącznie, zanim rozpocznie się wrześniowe szaleństwo. Teraz to mój rytuał do kawy- BuJo i pisaczki. Baaaardzo relaksuje :)
Mój wygląda na razie tak:
Zrezygnowałam z napisu kalendarz w takiej formie jak planowałam i w sumie żałuję :(
A tak zrobiłyśmy kalendarz Julki. Teraz jest już pokolorowany.
Jak Wam się podobają? Muszę zrobić jeszcze zdjęcia września. U mnie wygląda ona zupełnie inaczej. W sierpniu można się jeszcze było wyszaleć, ale od września już ciut bardziej formalnie :)
A na razie głowę mam zajętą przez BuJo. I nie tylko ja, bo córcia też zapragnęła mieć taki własny kalendarz do szkoły. Trochę jej pomagam, trochę robi sama :) Na razie zrobiłyśmy do końca września. Nie będę robić go na bieżąco co tydzień, bo kalendarz jest mi jednak potrzebny trochę wprzód przy planowaniu wycieczek szkolnych. Planuję zrobić go do listopada włącznie, zanim rozpocznie się wrześniowe szaleństwo. Teraz to mój rytuał do kawy- BuJo i pisaczki. Baaaardzo relaksuje :)
Mój wygląda na razie tak:
Zrezygnowałam z napisu kalendarz w takiej formie jak planowałam i w sumie żałuję :(
A tak zrobiłyśmy kalendarz Julki. Teraz jest już pokolorowany.
Jak Wam się podobają? Muszę zrobić jeszcze zdjęcia września. U mnie wygląda ona zupełnie inaczej. W sierpniu można się jeszcze było wyszaleć, ale od września już ciut bardziej formalnie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































