Niby wakacje, a czas mi ucieka jak plażowy piasek między palcami. Sierpniowe BuJo powstało w lipcu, ale ciągle nie mam mojego komputera, a nie lubię wrzucać postów z telefonu. Dzisiaj zrobię wyjątek i zaraz zadzwonię pogonić serwis. A tyle postów czeka przygotowanych do publikacji...
W wakacje testowałam nowy rozkład tygodniowy, bo poprzedni mi się średnio sprawdził- strona na notatki do każdego tygodnia często zostawała pusta. Teraz tydzień będzie na jednej stronie zamiast na dwóch. W wakacje się sprawdzało. Zobaczymy czy w czasie roku szkolnego również. Wrzesień w przygotowaniu.
Etykiety
Ciuszki dla dzieciaków
(137)
książki
(69)
dla niemowlaczka
(56)
Małe szyjątka
(55)
czapki
(47)
Inne
(46)
Szyjątka dla dzieciaczków
(44)
Zabawy
(39)
Na drutach
(34)
Kulinarne
(31)
sukienka
(25)
przebrania
(23)
wyzwanie
(22)
Candy
(21)
spodnie
(21)
Boże Narodzenie
(20)
Wielkanoc
(19)
dla przedszkolaka
(19)
fotografie
(19)
BuJo
(18)
wyzwania czytelnicze 2015
(18)
metkowiec
(17)
torby/torebki
(17)
wyzwanie czytelnicze 2016
(17)
bullet journal
(16)
Moje przemyślonka
(15)
Tutki
(15)
etui
(15)
poduszki
(15)
spódnica
(15)
wyzwanie czyt.2017
(14)
12 czapek w jeden rok
(12)
Na szydełku
(11)
prezenty
(11)
zakupy
(11)
DIY
(10)
haft
(10)
kominy
(10)
Kiermasz
(9)
okładki
(9)
przepisy
(9)
dla lalki
(8)
do domu
(8)
domowe sposoby
(8)
fotografia
(8)
opaski
(8)
torty
(8)
bajkowe postaci
(7)
ciasta
(7)
fartuszki
(7)
wyzwania czyt.2018
(7)
z papieru
(7)
Moje mieszkanko
(6)
Teraz Ja! Kobieta
(6)
kapelusz
(6)
osłonka na pasy
(6)
piżamki
(6)
wymianka
(6)
wyzwanie czyt.2019
(6)
Julka szyje
(5)
bluzka
(5)
ciastka
(5)
do auta
(5)
dom
(5)
polecam
(5)
worki
(5)
wyzwanie czyt.2018
(5)
zające
(5)
Tańce z pędzlem i farbami
(4)
Tilda
(4)
króliki
(4)
maty
(4)
pojemniki
(4)
recykling
(4)
wiosna
(4)
kosmetyczki
(3)
pies
(3)
piórnik
(3)
pokrowce
(3)
wyzwania czytelnicze
(3)
zabawki
(3)
zakładki do książek
(3)
zdrowie
(3)
Walentynki
(2)
dekoracje
(2)
girlandy
(2)
kartki
(2)
podkładki
(2)
pomagamy
(2)
pościel
(2)
quietbook/książeczka sensoryczna
(2)
sweterki
(2)
w moim ogrodzie
(2)
z drewna
(2)
fotorekwizyty
(1)
kalendarz adwentowy
(1)
kaligrafia
(1)
lalki
(1)
rekwizyty do sesji foto na drutach uszyte poduszeczki
(1)
tuniki
(1)
środa, 22 sierpnia 2018
czwartek, 2 sierpnia 2018
Wakacyjny lekturowy zawód, ale nie tylko
Miałam taki plan, żeby w czasie wakacji nadgonić wreszcie czytanie. Bardzo chcę w tym roku dobić wreszcie do 52 książek, ale żeby to osiągnąć musiałabym od teraz zająć się chyba głównie komiksami :) A ja zazwyczaj wybieram grubaśne kryminały.
Tak właśnie było z "Czerwonym Pająkiem" Bondy. Grubaśna, ciężka do zabrania z domu i w dodatku....nie wciągnęła mnie kompletnie ani na chwilkę. Przemęczyłam ją do końcu tylko z dwóch powodów- wyzwanie okładkowe Grunt to okładka i dlatego, że poprzednie części mi się podobały. Dlaczego ta ostatnia z serii nie przypadła mi do gustu? Bo w większości jest o polityce, której szczerze nie cierpię. Poza tym, w tej części występuje tylu bohaterów, a każdy z nich ma albo pseudonim (albo nawet trzy!) lub więcej niż jedno imię i nazwisko, że żałuję, że nie zapisywałam ich sobie na kartce. Pod koniec kompletnie nie wiedziałam już kto jest kim. Miliony postaci, wątków, teorii spiskowych- to nie dla mnie. Zdecydowanie wolę serię z Hubertem Meyerem. Liczę na kolejne tomy właśnie z nim.
Wakacje uratował "Enon". Skusiłam się, bo po pierwsze pasował do wyzwania okładkowego (Enon to nazwa miejscowości) i ...bo dla odmiany ta książka nie jest zbyt opasła. Poza tym kolejnym atutem jest fakt, że autor otrzymał Nagrodę Pulitzera, a to zadanie z innego wyzwania czytelniczego w tym roku. Opis z tyłu również brzmiał zachęcająco. Enon to historia ojca, który wpada w totalną rozpacz po tragicznej śmierci nastoletniej córki. Kate była jego całym światem. Jakby tego było mało, krótko po pogrzebie, od Charliego odchodzi żona, przytłoczona jego rozpaczą i nieumiejętnością poradzenia sobie z nową rzeczywistością. Mężczyzna totalnie się rozsypuje, na domiar złego łamie sobie rękę i powoli uzależnia się od leków przeciwbólowych. Stacza się na samo dno, a jego jedynymi towarzyszami z cierpieniu są duchy z przeszłości- ludzie, których kiedyś znał i majaki o córce. Książka nie jest zła- opis staczania się załamanego człowieka jest wprost świetny, ale momentami dobijały mnie długie opisy przyrody (po raz piąty opis karmienia ptaków z ręki, czy wygląd jeziora). Słaba lektura na letni wyjazd, bo jako mama domyślałam się, co musiał czuć główny bohater. Płakałam i cierpiałam razem z nim, za co wielki ukłon w stronę autora, bo opisy stanów emocjonalnych Charliego zmuszają wręcz do współodczuwania. Tę lekturę polecam z czystym sumieniem.
To były moje książki numer 23 i 24/52/ 2018. Czas mi się kurczy, a tu nadal ponad połowa do przeczytania.... Jak to dobrze, że dzieci są do jutra u babci.
Tak właśnie było z "Czerwonym Pająkiem" Bondy. Grubaśna, ciężka do zabrania z domu i w dodatku....nie wciągnęła mnie kompletnie ani na chwilkę. Przemęczyłam ją do końcu tylko z dwóch powodów- wyzwanie okładkowe Grunt to okładka i dlatego, że poprzednie części mi się podobały. Dlaczego ta ostatnia z serii nie przypadła mi do gustu? Bo w większości jest o polityce, której szczerze nie cierpię. Poza tym, w tej części występuje tylu bohaterów, a każdy z nich ma albo pseudonim (albo nawet trzy!) lub więcej niż jedno imię i nazwisko, że żałuję, że nie zapisywałam ich sobie na kartce. Pod koniec kompletnie nie wiedziałam już kto jest kim. Miliony postaci, wątków, teorii spiskowych- to nie dla mnie. Zdecydowanie wolę serię z Hubertem Meyerem. Liczę na kolejne tomy właśnie z nim.
Wakacje uratował "Enon". Skusiłam się, bo po pierwsze pasował do wyzwania okładkowego (Enon to nazwa miejscowości) i ...bo dla odmiany ta książka nie jest zbyt opasła. Poza tym kolejnym atutem jest fakt, że autor otrzymał Nagrodę Pulitzera, a to zadanie z innego wyzwania czytelniczego w tym roku. Opis z tyłu również brzmiał zachęcająco. Enon to historia ojca, który wpada w totalną rozpacz po tragicznej śmierci nastoletniej córki. Kate była jego całym światem. Jakby tego było mało, krótko po pogrzebie, od Charliego odchodzi żona, przytłoczona jego rozpaczą i nieumiejętnością poradzenia sobie z nową rzeczywistością. Mężczyzna totalnie się rozsypuje, na domiar złego łamie sobie rękę i powoli uzależnia się od leków przeciwbólowych. Stacza się na samo dno, a jego jedynymi towarzyszami z cierpieniu są duchy z przeszłości- ludzie, których kiedyś znał i majaki o córce. Książka nie jest zła- opis staczania się załamanego człowieka jest wprost świetny, ale momentami dobijały mnie długie opisy przyrody (po raz piąty opis karmienia ptaków z ręki, czy wygląd jeziora). Słaba lektura na letni wyjazd, bo jako mama domyślałam się, co musiał czuć główny bohater. Płakałam i cierpiałam razem z nim, za co wielki ukłon w stronę autora, bo opisy stanów emocjonalnych Charliego zmuszają wręcz do współodczuwania. Tę lekturę polecam z czystym sumieniem.
To były moje książki numer 23 i 24/52/ 2018. Czas mi się kurczy, a tu nadal ponad połowa do przeczytania.... Jak to dobrze, że dzieci są do jutra u babci.
piątek, 20 lipca 2018
Strój dla Indianina
Po stroju romantycznym przyszedł czas na indiański. Zdjęcia na szybko robione telefonem, bo pół godziny później strój został zapakowany do plecaka, a zuch do auta i pojechali na obóz :)
Więcej zdjęć będzie, jak mój zuch wróci do domu :)
Będzie też więcej rzeczy i nawet jest w przygotowaniu tutek :)
Więcej zdjęć będzie, jak mój zuch wróci do domu :)
Będzie też więcej rzeczy i nawet jest w przygotowaniu tutek :)
wtorek, 3 lipca 2018
Nosowska i "Opowieść niewiernej"
W czerwcu nie miałam wiele czasu na czytanie. Niestety, wrzesień i czerwiec to dwa miesiące, kiedy nauczyciel zapomina jak się nazywa, tyle jest pracy. Nie inaczej było w tym roku. Mimo to, dałam radę przeczytać na koniec miesiąca jeszcze dwie książki. Jedna z nich- Kasi Nosowskiej- to prezent od moich uczniów. Ależ ich rodzice trafili w mój gust :) Pochłonęłam od razu :)
Ale najpierw przeczytałam "Opowieść niewiernej"- poruszającą do głębi historię kobiety, która pragnie miłości, a w zamian otrzymuje bardzo wiele,.... ale nie miłość. Jej życie wygląda na idealne i poukładane, ale w środku jest w totalnej rozsypce. Ma męża, mieszkanie, jest budowa pięknego domu, dobra praca, wierna przyjaciółka i pustka w sercu. To wszystko sprawia, że Ewa jest coraz bardziej zagubiona i samotna. A samotność przyciąga innych samotnych. Co z tego wyniknie? Czy mąż prawie-idealny się wreszcie obudzi, czy Ewa znajdzie szczęście u boku kogoś innego? Sprawdźcie sami :)
A Nosowska to już zupełnie inna bajka. Życiowa, prosto z mostu opowieść o współczesnych ludziach. Krytycznie (autokrytycznie też), bardzo dosadnie i momentami ostro, ale prawdziwie. Dokładnie tak samo widzę świat. Co wcale nie znaczy, że wśród barwnych bohaterów nie znalazłam i siebie :) Gorąco polecam, bo ogromna dawka poczucia humoru ( w moim stylu, zdecydowanie) potrafi poprawić humor nawet w szary dzień.

To moje pozycje 21 i 22/52/2018. Troszkę ponad pół roku za mną i prawie połowa książek. W wakacje trzeba nabrać powera i podgonić, żeby w tym roku wreszcie się udało :)
Ale najpierw przeczytałam "Opowieść niewiernej"- poruszającą do głębi historię kobiety, która pragnie miłości, a w zamian otrzymuje bardzo wiele,.... ale nie miłość. Jej życie wygląda na idealne i poukładane, ale w środku jest w totalnej rozsypce. Ma męża, mieszkanie, jest budowa pięknego domu, dobra praca, wierna przyjaciółka i pustka w sercu. To wszystko sprawia, że Ewa jest coraz bardziej zagubiona i samotna. A samotność przyciąga innych samotnych. Co z tego wyniknie? Czy mąż prawie-idealny się wreszcie obudzi, czy Ewa znajdzie szczęście u boku kogoś innego? Sprawdźcie sami :)
A Nosowska to już zupełnie inna bajka. Życiowa, prosto z mostu opowieść o współczesnych ludziach. Krytycznie (autokrytycznie też), bardzo dosadnie i momentami ostro, ale prawdziwie. Dokładnie tak samo widzę świat. Co wcale nie znaczy, że wśród barwnych bohaterów nie znalazłam i siebie :) Gorąco polecam, bo ogromna dawka poczucia humoru ( w moim stylu, zdecydowanie) potrafi poprawić humor nawet w szary dzień.

To moje pozycje 21 i 22/52/2018. Troszkę ponad pół roku za mną i prawie połowa książek. W wakacje trzeba nabrać powera i podgonić, żeby w tym roku wreszcie się udało :)
niedziela, 1 lipca 2018
Romantyczna sukienka
Julka wyjechała dzisiaj na swój pierwszy w życiu obóz. Czas najwyższy :) Obóz w cieplarnianych warunkach, bo jedną z opiekunek jest jej szkolna wychowawczyni. W dodatku, jakże przyjemnie, bo to warsztaty artystyczne z nauczycielami szkoły muzycznej (ale nie Julki szkoły) i pojechała z wiolonczelą. Ręka w gipsie podobno wcale nie przeszkadza w graniu :)
Dodatkowo, warsztaty mają temat przewodni- romantyzm i obowiązuje strój w tym stylu. Teoretycznie wystarczyłby Julce słomiany kapelusz, czy kwiecisty szal, ale przecież wiadomo, że nie dla nas takie chodzenie na skróty. Jak strój, to przez wielkie S. I tak chyba wyszło :)
I sama sukienka, bez chusty z szafy prababci :) Najbardziej się bałam, że gips nie przejdzie przez rękawek :)
Tym samym, znowu zostałam "zmuszona" do klapnięcia przed maszyną. I bardzo dobrze, bo to jeszcze nie koniec w te wakacje. Za dwa tygodnie Krzysiu jedzie na kolonię zuchową....w stylu indiańskim :) A ja już dzisiaj chciwie łypałam okiem na piękne tkaniny, które przecież leżą (i kurzą się) na półce od dwóch lat. Chyba wreszcie nadszedł ich czas. To będą zatem pracowite wakacje. W planie mam też uszycie przynajmniej kilku sukienek dla dziewczynek, specjalnie do sesji fotograficznych. Wreszcie mi się zaczęły moje pasje spinać w całość i jedno motywuje do drugiego :) Kto ciekaw, co mi z tego wychodzi, zapraszam też na drugiego bloga- KLIK.
A sama sukienka to sukienka komunijna z Burdy 2/ 2012, tylko dodałam do niej rękawek. Z tego wykroju szyłam 2 lata temu sukienkę komunijną dla Julki. Tyko rozmiar ciut większy :)
Dodatkowo, warsztaty mają temat przewodni- romantyzm i obowiązuje strój w tym stylu. Teoretycznie wystarczyłby Julce słomiany kapelusz, czy kwiecisty szal, ale przecież wiadomo, że nie dla nas takie chodzenie na skróty. Jak strój, to przez wielkie S. I tak chyba wyszło :)
I sama sukienka, bez chusty z szafy prababci :) Najbardziej się bałam, że gips nie przejdzie przez rękawek :)
Tym samym, znowu zostałam "zmuszona" do klapnięcia przed maszyną. I bardzo dobrze, bo to jeszcze nie koniec w te wakacje. Za dwa tygodnie Krzysiu jedzie na kolonię zuchową....w stylu indiańskim :) A ja już dzisiaj chciwie łypałam okiem na piękne tkaniny, które przecież leżą (i kurzą się) na półce od dwóch lat. Chyba wreszcie nadszedł ich czas. To będą zatem pracowite wakacje. W planie mam też uszycie przynajmniej kilku sukienek dla dziewczynek, specjalnie do sesji fotograficznych. Wreszcie mi się zaczęły moje pasje spinać w całość i jedno motywuje do drugiego :) Kto ciekaw, co mi z tego wychodzi, zapraszam też na drugiego bloga- KLIK.
A sama sukienka to sukienka komunijna z Burdy 2/ 2012, tylko dodałam do niej rękawek. Z tego wykroju szyłam 2 lata temu sukienkę komunijną dla Julki. Tyko rozmiar ciut większy :)
niedziela, 17 czerwca 2018
Strój kwiatka
Kochane przedszkole! Dzięki niemu wracam do szycia :) Na Dzień Mamy i Taty dzieci miały być przebrane za kwiatki. Szyłam oczywiście w środku nocy, a spódniczkę rano, dosłownie w 10 minut, ale młoda zachwycona, więc cel osiągnięty.
Kwiatek miał mieć tylko opaskę na głowę i zieloną sukienkę. Niestety, młoda miała humory i nie chciała za Chiny przymierzyć sukienki aż do dnia imprezy. Oczywiście, okazało się, że jest za krótka i trzeba wymyślić coś innego. Stąd pomysł na spódniczkę z liści, nałożoną na tunikę. Kwiatki na rączki to pomysł samej Amelki. Chwilkę pomyślałam i w 20 minut powstały oba.
Spódniczka to wycięte liście, naszyte na naciągniętą gumkę, nachodzące lekko na siebie. Opaskę szyłam z kilku wyciętych osobno płatków, które najpierw zszyłam prawa do prawej, a potem zszywałam ze sobą. Na samym końcu przyszyłam je czarnym kordonkiem do gumki, robiąc tym samym środek trochę jak w maku. Opaski na rączki to wzór "korony", prawie dwa razy dłuższy niż sama gumka. Dwie części "korony" zszyłam najpierw ze sobą, a później naszywałam na mocno naciągniętą gumkę, dzięki czemu ładnie się pomarszczyły.
Szycie stroju wzbudziło we mnie bunt- koniec kurzenia się maszyny w kącie. Od tygodnia stoi na stole w salonie, a ja mam już całkiem sporą listę rzeczy do uszycia. Może się uda i po wakacjach dorobię się wreszcie własnego kąta do szycia :)
Kwiatek miał mieć tylko opaskę na głowę i zieloną sukienkę. Niestety, młoda miała humory i nie chciała za Chiny przymierzyć sukienki aż do dnia imprezy. Oczywiście, okazało się, że jest za krótka i trzeba wymyślić coś innego. Stąd pomysł na spódniczkę z liści, nałożoną na tunikę. Kwiatki na rączki to pomysł samej Amelki. Chwilkę pomyślałam i w 20 minut powstały oba.
Spódniczka to wycięte liście, naszyte na naciągniętą gumkę, nachodzące lekko na siebie. Opaskę szyłam z kilku wyciętych osobno płatków, które najpierw zszyłam prawa do prawej, a potem zszywałam ze sobą. Na samym końcu przyszyłam je czarnym kordonkiem do gumki, robiąc tym samym środek trochę jak w maku. Opaski na rączki to wzór "korony", prawie dwa razy dłuższy niż sama gumka. Dwie części "korony" zszyłam najpierw ze sobą, a później naszywałam na mocno naciągniętą gumkę, dzięki czemu ładnie się pomarszczyły.
Szycie stroju wzbudziło we mnie bunt- koniec kurzenia się maszyny w kącie. Od tygodnia stoi na stole w salonie, a ja mam już całkiem sporą listę rzeczy do uszycia. Może się uda i po wakacjach dorobię się wreszcie własnego kąta do szycia :)
Etykiety:
Ciuszki dla dzieciaków,
dla przedszkolaka,
przebrania
niedziela, 10 czerwca 2018
Czerwcowe BuJo
Tym razem bardzo minimalistycznie, bo czerwiec to gorący okres. I nie tylko ze względu na obecną pogodę. To czas, kiedy nie wiem, w co najpierw włożyć ręce: pisać oceny, robić dyplomy dla uczniów, uzupełniać dziennik, pakować się na wycieczkę, zawozić własne dzieci na zajęcia do muzycznej, siedzieć na koncertach, przepytywać ich przed ostatnimi sprawdzianami w tym roku szkolnym, sprawdzać zeszyty moich uczniów, równocześnie ogarniać dom, kwitnący i owocujący ogród, pilnować rachunków i jeszcze najlepiej zaplanować rodzinne wakacje. Właśnie dlatego codziennie wieczorem padam z nóg. Stres jest chyba gorszy niż fizyczne zmęczenie.
I właśnie dlatego na piękne BuJo zabrakło już czasu, ale kalendarz jest mi niezbędny, więc na kolanie, siedząc na huśtawce pod szkoła muzyczną dosłownie zaznaczyłam tylko czerwcowe tygodnie. Strona tytułowa powstała w czasie weekendu majowego i tylko dlatego jest ładna :) Może lipiec będzie znowu ciekawszy.
Przy okazji doszłam do wniosku, że nie potrzebuję taki obszernych tygodniówek. W razie czego zawsze mogę dokleić sklerotkę i dopisać, co potrzeba. Ciekawe czy wystarczy mi notesu aż do końca grudnia :) Kolejny czeka już na półce, ale wolałabym go zacząć od stycznia.
I właśnie dlatego na piękne BuJo zabrakło już czasu, ale kalendarz jest mi niezbędny, więc na kolanie, siedząc na huśtawce pod szkoła muzyczną dosłownie zaznaczyłam tylko czerwcowe tygodnie. Strona tytułowa powstała w czasie weekendu majowego i tylko dlatego jest ładna :) Może lipiec będzie znowu ciekawszy.
Przy okazji doszłam do wniosku, że nie potrzebuję taki obszernych tygodniówek. W razie czego zawsze mogę dokleić sklerotkę i dopisać, co potrzeba. Ciekawe czy wystarczy mi notesu aż do końca grudnia :) Kolejny czeka już na półce, ale wolałabym go zacząć od stycznia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







