Kilka dni temu znowu wzięło mnie na haftowanie. Znowu na wzory kaszubskie, które wprost uwielbiam. Zamarzyło mi się kilka przedmiotów z tymi wzorami. Przez godzinkę szukałam w necie różnych wzorów, potem przez kilka godzin obmyślałam i rysowałam swoje wzory na bazie tamtych. Bo z każdego podobało mi się coś. Wreszcie przyszedł czas na przerysowanie wzoru na tkaninę. I tu pojawił się problem. Było już za ciemno, żeby przerysowywać na szybie. Nie mogłam już także skorzystać z tego rozwiązania, bo blat rozebraliśmy kilka miesięcy temu i już niestety nie wróci.
Wymyśliłam coś innego.
Potrzebne są:
- plastikowa tacka na dokumenty
- latarka :)
Moja tacka była trochę zakurzona :)
Na tacce układamy wzór na papierze
Na papier kładziemy tkaninę. Ja wcześniej zaznaczyłam sobie ołówkiem, gdzie ma wypaść haft.
Z jednej strony tacki mamy mostek.
Właśnie tam wsuwamy zapaloną latarkę albo inna małą lampką
I już możemy rysować :)
I gotowe!
W planach jeszcze taka serwetka. Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie :)
Etykiety
Ciuszki dla dzieciaków
(137)
książki
(69)
dla niemowlaczka
(56)
Małe szyjątka
(55)
czapki
(47)
Inne
(46)
Szyjątka dla dzieciaczków
(44)
Zabawy
(39)
Na drutach
(34)
Kulinarne
(31)
sukienka
(25)
przebrania
(23)
wyzwanie
(22)
Candy
(21)
spodnie
(21)
Boże Narodzenie
(20)
Wielkanoc
(19)
dla przedszkolaka
(19)
fotografie
(19)
BuJo
(18)
wyzwania czytelnicze 2015
(18)
metkowiec
(17)
torby/torebki
(17)
wyzwanie czytelnicze 2016
(17)
bullet journal
(16)
Moje przemyślonka
(15)
Tutki
(15)
etui
(15)
poduszki
(15)
spódnica
(15)
wyzwanie czyt.2017
(14)
12 czapek w jeden rok
(12)
Na szydełku
(11)
prezenty
(11)
zakupy
(11)
DIY
(10)
haft
(10)
kominy
(10)
Kiermasz
(9)
okładki
(9)
przepisy
(9)
dla lalki
(8)
do domu
(8)
domowe sposoby
(8)
fotografia
(8)
opaski
(8)
torty
(8)
bajkowe postaci
(7)
ciasta
(7)
fartuszki
(7)
wyzwania czyt.2018
(7)
z papieru
(7)
Moje mieszkanko
(6)
Teraz Ja! Kobieta
(6)
kapelusz
(6)
osłonka na pasy
(6)
piżamki
(6)
wymianka
(6)
wyzwanie czyt.2019
(6)
Julka szyje
(5)
bluzka
(5)
ciastka
(5)
do auta
(5)
dom
(5)
polecam
(5)
worki
(5)
wyzwanie czyt.2018
(5)
zające
(5)
Tańce z pędzlem i farbami
(4)
Tilda
(4)
króliki
(4)
maty
(4)
pojemniki
(4)
recykling
(4)
wiosna
(4)
kosmetyczki
(3)
pies
(3)
piórnik
(3)
pokrowce
(3)
wyzwania czytelnicze
(3)
zabawki
(3)
zakładki do książek
(3)
zdrowie
(3)
Walentynki
(2)
dekoracje
(2)
girlandy
(2)
kartki
(2)
podkładki
(2)
pomagamy
(2)
pościel
(2)
quietbook/książeczka sensoryczna
(2)
sweterki
(2)
w moim ogrodzie
(2)
z drewna
(2)
fotorekwizyty
(1)
kalendarz adwentowy
(1)
kaligrafia
(1)
lalki
(1)
rekwizyty do sesji foto na drutach uszyte poduszeczki
(1)
tuniki
(1)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe sposoby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe sposoby. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 30 kwietnia 2017
środa, 22 czerwca 2016
Jak przygotować tkaninę do szycia?
Dzisiaj post z serii "przypadkiem" :)
Jak wiadomo, do piątku coraz bliżej
I jak wiadomo, mniej więcej wczoraj zorientowałam się, że Julka wyrosła już ze wszystkich sukienek i nie ma w czym zakończyć tego roku szkolnego. A tak nie może być. Mąż mi dzisiaj kupił tkaninę w groszki, więc jutro w nocy będzie się działo. E tam, odeśpię w końcu w sobotę :D
I co ja teraz tą tkaniną zrobię, zanim zasiądę do maszyny?
Po pierwsze, rozwinęłam ją, żeby nie było brzydkich zagnieceń i wyblakłych linii (ile razy tego nie zrobiłam, powie wam an przykład moje sukienka z kreską przez sam środek i dwa obrusy :)). Później wrzuciałam ją do miski, zalałam octem (jak zawsze, na oko) i zimną wodą (oko nadal działa). Poleży tak sobie z godzinkę. Dzięki temu kolor się utrwali i będzie ładny także po praniu. Zwie się to fachowo apreturą octową (ma się ten dyplom krawca, no nie? :))
Po takiej zimnej kąpieli, przyjdzie czas na ciepłą, plus prasowanie. Można pranie pominąć i wyprasować tkaninę z dużą ilością pary, ale mi przeszkadza sklepowy zapach i ta świadomość, że nie wiem kto go dotykał, a ma to nosić moje dziecko.
Dzięki potraktowaniu tkaniny wysoką temperaturą, to co ma się w niej skurczyć, zrobi to teraz a nie po uszyciu ubrania. To dość ważne, jeśli ubranie ma na nas pasować także po pierwszym praniu :) Proces zwie się elegancko- dekatyzacją. Więc jeśli sprzedawczyni w sklepie tekstylnym poinformuje was, że tkaninę należy zdekatyzować przed szyciem, już wiecie co należy z nią zrobić :)
Teraz już tylko prasujemy, żeby się prosto kroiło i milej pracowało. I koniec. Tkanina gotowa do pracy. jeśli brać przykład ze mnie, to tak przygotowana tkanina jest gotowa do odłożenia na regał i odleżenia ok.2 lat, zanim będę psychicznie gotowa na jej zużycie :) No, ta ze zdjęcia odczeka tylko do jutra. Taka szczęściara :)
Jak wiadomo, do piątku coraz bliżej
I jak wiadomo, mniej więcej wczoraj zorientowałam się, że Julka wyrosła już ze wszystkich sukienek i nie ma w czym zakończyć tego roku szkolnego. A tak nie może być. Mąż mi dzisiaj kupił tkaninę w groszki, więc jutro w nocy będzie się działo. E tam, odeśpię w końcu w sobotę :D
I co ja teraz tą tkaniną zrobię, zanim zasiądę do maszyny?
Po pierwsze, rozwinęłam ją, żeby nie było brzydkich zagnieceń i wyblakłych linii (ile razy tego nie zrobiłam, powie wam an przykład moje sukienka z kreską przez sam środek i dwa obrusy :)). Później wrzuciałam ją do miski, zalałam octem (jak zawsze, na oko) i zimną wodą (oko nadal działa). Poleży tak sobie z godzinkę. Dzięki temu kolor się utrwali i będzie ładny także po praniu. Zwie się to fachowo apreturą octową (ma się ten dyplom krawca, no nie? :))
Po takiej zimnej kąpieli, przyjdzie czas na ciepłą, plus prasowanie. Można pranie pominąć i wyprasować tkaninę z dużą ilością pary, ale mi przeszkadza sklepowy zapach i ta świadomość, że nie wiem kto go dotykał, a ma to nosić moje dziecko.
Dzięki potraktowaniu tkaniny wysoką temperaturą, to co ma się w niej skurczyć, zrobi to teraz a nie po uszyciu ubrania. To dość ważne, jeśli ubranie ma na nas pasować także po pierwszym praniu :) Proces zwie się elegancko- dekatyzacją. Więc jeśli sprzedawczyni w sklepie tekstylnym poinformuje was, że tkaninę należy zdekatyzować przed szyciem, już wiecie co należy z nią zrobić :)
Teraz już tylko prasujemy, żeby się prosto kroiło i milej pracowało. I koniec. Tkanina gotowa do pracy. jeśli brać przykład ze mnie, to tak przygotowana tkanina jest gotowa do odłożenia na regał i odleżenia ok.2 lat, zanim będę psychicznie gotowa na jej zużycie :) No, ta ze zdjęcia odczeka tylko do jutra. Taka szczęściara :)
czwartek, 10 września 2015
Jak mielić stare bułki?
Nie wiem czy robicie tak samo, ale u mnie stary chleb czy bułki suszy się pokruszone na kawałki, żeby potem zetrzeć na bułkę tartą. Wiem, że to nie do końca można nazwać bułką tartą, ale wybaczcie- jestem z Poznania- tu się nic nie może zmarnować ;)
Bułkę, jak sama nazwa mówi, należy zetrzeć. Ale kto by tam chciał ryzykować starciem również paluszków? Ja nie. W związku z tym używam po prostu maszynki do mięsa i stare pieczywo mielę. Sposób szybki i dobry, ale ma jeden minus- okruszki są w całej kuchni. Chyba, że zrobicie tak jak ja :)
Na "wyjście" maszynki nakładam woreczek śniadaniowy. Mocuję go za pomocą zwykłej gumki recepturki, niezbyt mocno. Byle się trzymało. Dzięki temu okruszków jest tylko trochę (od tego, co wrzucam do maszynki) a gotową bułkę tartą (i tak ją uparcie tak będziemy nazywać) przerzucam z woreczka do słoika. Gotowe :) Prawda, że praktyczne?
Bułkę, jak sama nazwa mówi, należy zetrzeć. Ale kto by tam chciał ryzykować starciem również paluszków? Ja nie. W związku z tym używam po prostu maszynki do mięsa i stare pieczywo mielę. Sposób szybki i dobry, ale ma jeden minus- okruszki są w całej kuchni. Chyba, że zrobicie tak jak ja :)
Na "wyjście" maszynki nakładam woreczek śniadaniowy. Mocuję go za pomocą zwykłej gumki recepturki, niezbyt mocno. Byle się trzymało. Dzięki temu okruszków jest tylko trochę (od tego, co wrzucam do maszynki) a gotową bułkę tartą (i tak ją uparcie tak będziemy nazywać) przerzucam z woreczka do słoika. Gotowe :) Prawda, że praktyczne?
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Co zrobić, gdy ciasto nie wyrasta?
Czasem zdarza mi się, że ciasto drożdżowe nie chce wyrastać. No nie chce i już. Ale ja się latwo nie poddaję :) Oczywiście, najpierw zawsze stawiam je w słońcu (mam kuchnię od południa, więc idealnie do ciast drożdżowych) albo na pracującej zmywarce. Ale jeśli i to nie pomaga, rozgrzewam piekarnik do 50 stopni, wyłączam go i tam wstawiam na chwilkę ciasto.
Sukces gwarantowany!
P.S. Był to post z serii "Mam taki sposób i chętnie się nim podzielę, choć nie ma nic wspólnego z robótkami ręcznymi " :)
Sukces gwarantowany!
P.S. Był to post z serii "Mam taki sposób i chętnie się nim podzielę, choć nie ma nic wspólnego z robótkami ręcznymi " :)
poniedziałek, 20 lipca 2015
Walka z owocówkami- 1:0 dla mnie
Tak strasznie mnie wkurzają owocówki. Was też? Mnie doprowadzają wprost do szału. Zostawi człowiek na kilka godzin owoce na wierzchu i zaraz cała chmara muszek w kuchni. W zeszłym roku miałam prawdziwą masakrę. Tym razem działam od razu, zanim się rozmnożą. Uszyłam wiec pokrywki na miski :) Powietrze dociera, ale muszki nie dorwą sie do moich truskawek :)
Jak uszyć taką pokrywkę?
Z tkaniny wycinamy koło o promieniu większym niż promień miski o jakieś 3-5 cm. Brzegi obrzucamy.
Na dolną szpulkę nawijamy gumonić i przeszywamy w odległości stopki od linii koła, które jest wielkością miski.
I gotowe. W jakieś 5 minut :) U mnie na pewno pojawi się jeszcze kilka. Na razie są dwie- na najwieksze miski. Ale mam jeszcze całkiem sporo małych i średnich miseczek (wychodzi na to, że jestem maniaczką miseczek, bo mam ich w domu grubo ponad 30 :)), które będą na pewno w użyciu na dworze przez całe lato- grille, kawy, śniadanka. Takie pokrywki na pewno się przydadzą. Już je widzę w innych kolorach i wzorach.
Jak uszyć taką pokrywkę?
Z tkaniny wycinamy koło o promieniu większym niż promień miski o jakieś 3-5 cm. Brzegi obrzucamy.
I gotowe. W jakieś 5 minut :) U mnie na pewno pojawi się jeszcze kilka. Na razie są dwie- na najwieksze miski. Ale mam jeszcze całkiem sporo małych i średnich miseczek (wychodzi na to, że jestem maniaczką miseczek, bo mam ich w domu grubo ponad 30 :)), które będą na pewno w użyciu na dworze przez całe lato- grille, kawy, śniadanka. Takie pokrywki na pewno się przydadzą. Już je widzę w innych kolorach i wzorach.
sobota, 20 grudnia 2014
Świąteczne porządki- piekarnik
Na początku bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie gratulacje :)
Malutka ma już 5 dni a moje życie znowu przewróciło się do góry nogami. Nagle przymusowo musiałam przystopować ze świątecznymi przygotowaniami. Dobrze, że zaczęłam dużo wcześniej. W zamrażalniku czekają już karpie (tylko usmażyć i gotowe), pierwsza część uszek (70 szt.), paszteciki (150 szt.). Umyłam też większość okien chcąc przyspieszyć poród, więc zostały mi do umycia dwa i tarasowe :) W kąciku czekają już dwie tkaniny na świąteczne obrusy i bieżniki. Chyba w nocy je będę obszywać.....
Ale mimo zmęczenia i braku czasu nie narzekam, bo mała jest cudowna. Uwielbiam na nią patrzeć, nosić, przytulać. To raczej moja ostatnia pociecha, więc staram się nacieszyć każdą sekundą. Już wiem, jak szybko mija ten najpiękniejszy czas...
Ale miało być o porządkach :)
Już ze dwa tygodnie temu wyczyściłam sobie szybkę od piekarnika. To zawsze było najgorsze wzywanie i nigdy nie udało mi się jej doszorować tak, jakbym chciała. W tym roku wyszło.
Jeśli też macie z tym problem, polecam sposób z sodą oczyszczoną. Do miseczki wsypujecie sodę, trochę wody i mieszacie, żeby uzyskać konsystencję pasty. Rozkładacie ją na szybie od piekarnika i zostawiacie na około 30 minut. Po tym czasie bierzecie gąbeczkę i szorujecie. No nie ma lekko, samo niestety nie schodzi :) Ale szorstka strona gąbeczki kuchennej daje radę.
było tak (wersja po umyciu wodą z płynem do mycia naczyń, a potem jeszcze detergentem)
aktywna pasta z sody :)
I gotowe! Nareszcie widzę, co piekę :)
Malutka ma już 5 dni a moje życie znowu przewróciło się do góry nogami. Nagle przymusowo musiałam przystopować ze świątecznymi przygotowaniami. Dobrze, że zaczęłam dużo wcześniej. W zamrażalniku czekają już karpie (tylko usmażyć i gotowe), pierwsza część uszek (70 szt.), paszteciki (150 szt.). Umyłam też większość okien chcąc przyspieszyć poród, więc zostały mi do umycia dwa i tarasowe :) W kąciku czekają już dwie tkaniny na świąteczne obrusy i bieżniki. Chyba w nocy je będę obszywać.....
Ale mimo zmęczenia i braku czasu nie narzekam, bo mała jest cudowna. Uwielbiam na nią patrzeć, nosić, przytulać. To raczej moja ostatnia pociecha, więc staram się nacieszyć każdą sekundą. Już wiem, jak szybko mija ten najpiękniejszy czas...
Ale miało być o porządkach :)
Już ze dwa tygodnie temu wyczyściłam sobie szybkę od piekarnika. To zawsze było najgorsze wzywanie i nigdy nie udało mi się jej doszorować tak, jakbym chciała. W tym roku wyszło.
Jeśli też macie z tym problem, polecam sposób z sodą oczyszczoną. Do miseczki wsypujecie sodę, trochę wody i mieszacie, żeby uzyskać konsystencję pasty. Rozkładacie ją na szybie od piekarnika i zostawiacie na około 30 minut. Po tym czasie bierzecie gąbeczkę i szorujecie. No nie ma lekko, samo niestety nie schodzi :) Ale szorstka strona gąbeczki kuchennej daje radę.
było tak (wersja po umyciu wodą z płynem do mycia naczyń, a potem jeszcze detergentem)
aktywna pasta z sody :)
Mały pomocnik
niedziela, 16 listopada 2014
Na przeziębienie- syrop z czosnku
Niestety, dopadło mnie przeziębienie. Od kilku dni cieknie mi z nosa, pod nosem zrobił się jeden wielki bolący strup a głowa mi pęka. Dodatkowo nie mogę za bardzo przyjmować żadnych leków, żeby ten stan rzeczy zmienić. Postawiłam więc na sprawdzone rozwiązanie- domowy syrop czosnkowy, zwany przez moją mamę sprytnie "winkiem czosnkowym". Miało to zachęcić mnie i moje siostry do jego picia w sezonie jesienno- zimowym, kiedy byłyśmy małe. Piłyśmy je z kieliszków, stąd nazwa :D Pomysł przejęłam, chociaż moim maluchom żadne syropy niestraszne i dzisiaj piły syropek prosto ze szklanek :)
Jak go przygotować?
Składniki:
- kilka ząbków czosnku
- szklanka ciepłej wody
- 1-2 łyżki miodu
-1 duża cytryna
- 1-2 pomarańcze
Do ciepłej wody wrzucamy kilka pokrojonych na kawałki ząbków czosnku i odstawiamy na jakiś czas. Potem dodajemy miód, mieszamy, dodajemy soki wyciśnięte z cytryny i pomarańczy. Odstawiamy w chłodne miejsce (może być w lodówce) i pijemy codzienną porcyjkę. Ja kilak godzin po przygotowaniu przecedzam syropek i zlewam go do słoika albo dzbanuszka. Nie powinno się popsuć przed upływem tygodnia. Nie jest też skomplikowane do przygotowania, więc można często robić od nowa.
Gwarantuję, że pomaga :) A czosnek jest świetny nie tylko na przeziębienie, ale również na problemy z zatokami, na odrobaczenie organizmu i na jego odgrzybienie, więc warto go spożywać. Jeśli nie lubicie jego smaku, to ten syrop jest idealny. Im więcej pomarańczy i miodu dodacie, tym mniej będzie czuć czosnek.
Jak go przygotować?
Składniki:
- kilka ząbków czosnku
- szklanka ciepłej wody
- 1-2 łyżki miodu
-1 duża cytryna
- 1-2 pomarańcze
Do ciepłej wody wrzucamy kilka pokrojonych na kawałki ząbków czosnku i odstawiamy na jakiś czas. Potem dodajemy miód, mieszamy, dodajemy soki wyciśnięte z cytryny i pomarańczy. Odstawiamy w chłodne miejsce (może być w lodówce) i pijemy codzienną porcyjkę. Ja kilak godzin po przygotowaniu przecedzam syropek i zlewam go do słoika albo dzbanuszka. Nie powinno się popsuć przed upływem tygodnia. Nie jest też skomplikowane do przygotowania, więc można często robić od nowa.
Gwarantuję, że pomaga :) A czosnek jest świetny nie tylko na przeziębienie, ale również na problemy z zatokami, na odrobaczenie organizmu i na jego odgrzybienie, więc warto go spożywać. Jeśli nie lubicie jego smaku, to ten syrop jest idealny. Im więcej pomarańczy i miodu dodacie, tym mniej będzie czuć czosnek.
niedziela, 5 października 2014
Pułapka na muszki owocówki
Nie cierpię tych stworzeń. Doprowadzają mnie do szału. Niestety, nie jestem typem, który ma wylizane wszystko w mieszkaniu do połysku, więc często goszczę muszki. Poza tym trawa gnijąca za płotem nie pomaga.....
Musiałam więc coś wymyślić. Poszperałam w necie, dostosowałam do tego, co miałam w domu i powstała skuteczna (o dziwo!) pułapka.
W szklance wymieszałam (ilość na oko):
- trochę syropu malinowego
- trochę octu winnego
- trochę płynu do mycia naczyć
Szklankę włożyłam do woreczka śniadaniowego tak, żeby jego otwór był schowany pod szklanką. Na górze zrobiłam kilka malutkich dziurek patyczkiem do szaszłyków. Szklankę postawiłam w miejscu, gdzie było najwięcej intruzów. Już po chwili w szklance było pełno muszek. Dzisiaj w kuchni jakoś spokojniej :)
Polecam!
Musiałam więc coś wymyślić. Poszperałam w necie, dostosowałam do tego, co miałam w domu i powstała skuteczna (o dziwo!) pułapka.
W szklance wymieszałam (ilość na oko):
- trochę syropu malinowego
- trochę octu winnego
- trochę płynu do mycia naczyć
Szklankę włożyłam do woreczka śniadaniowego tak, żeby jego otwór był schowany pod szklanką. Na górze zrobiłam kilka malutkich dziurek patyczkiem do szaszłyków. Szklankę postawiłam w miejscu, gdzie było najwięcej intruzów. Już po chwili w szklance było pełno muszek. Dzisiaj w kuchni jakoś spokojniej :)
Polecam!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




















